Test Audi A6 Limousine e-hybrid. Czy to najlepsza hybryda plug-in dla biznesu?
Czy hybryda plug-in może być „jeżdżącą definicją korporacyjnego power dressingu”? Testujemy Audi A6 Limousine 2.0 e-hybrid w najnowszej odsłonie. Dzięki nowej baterii o pojemności 25,9 kWh brutto, ta elegancka limuzyna oferuje realnie blisko 90 km zasięgu w trybie elektrycznym i obsługuje szybkie ładowanie DC 55 kW. Choć inżynieryjnie to majstersztyk, sprawdzamy, jak jeden błąd w konfiguratorze – brak pakietu zimowego – potrafi zrujnować luksusowy charakter auta za 350 tys. złotych przy polskim mrozie.
Z samochodami służbowymi wyższego szczebla jest dokładnie tak samo jak z drogimi garniturami szytymi na miarę. Możesz wybrać krzykliwą kratę i poszetkę w jaskrawym kolorze, komunikując światu „jestem kreatywym wizjonerem i noszę trampki do marynarki”. Możesz też wybrać klasyczny granat, który mówi „jestem członkiem zarządu, podpisuję wielomilionowe kontrakty i zwalniam ludzi, którzy noszą trampki do marynarki”. Testowane Audi A6 Limousine w najnowszej odsłonie to zdecydowanie ta druga opcja. W ciemnoniebieskim lakierze wygląda jak jeżdżąca definicja korporacyjnego „power dressing” – jest elegancka, chłodna, zdystansowana i budzi instynktowny respekt, choć w tej konkretnej konfiguracji skrywa pewien lodowaty sekret.
Stylistyka zewnętrzna. Dyskretny luksus w cieniu konkurencji
Z zewnątrz to auto jest absolutnym mistrzem kamuflażu i dyskrecji. W czasach, gdy konkurencja z Monachium projektuje grille wielkości bram garażowych, a rywale ze Stuttgartu montują w środku dyskotekowe kule, kamery do selfie i ekrany dla pasażerów, Audi pozostaje wierne swojej technicznej, inżynieryjnej wręcz elegancji.

Konfiguracja „Menadżerska” – dlaczego mniej znaczy więcej?
Ciemnoniebieski lakier w pochmurny dzień wygląda niemal jak czerń, a w słońcu nabiera głębi atramentu. Sprawia, że prawie pięciometrowa limuzyna wygląda poważnie, dostojnie i... bezpiecznie. To idealny wóz do parkowania w pierwszym rzędzie pod szklanym biurowcem – nie wzbudza zazdrości u stażystów, nie prowokuje aktywistów, ale ochroniarz od razu wie, że ma podnieść szlaban bez pytania o przepustkę. Konfiguracja jest „ładna, ale menadżerska” – brak tu agresywnych wlotów powietrza z pakietu S line czy karbonowych dokładek. Jest czysta forma, chromowane listwy wokół szyb i felgi, które swoim wzorem mówią: „Mam ważniejsze sprawy na głowie niż wybieranie wzoru felg”. Choć tutaj akurat trafiły się te ładniejsze. Przypadek? Być może.
Wnętrze Audi A6. Ergonomia, jakość i nieszczęsne Piano Black

Po otwarciu ciężkich drzwi (z opcjonalnym dociąganiem, które brzmi jak zamykanie sejfu), witają nas czernie, szarości i jasna podsufitka. Ta ostatnia to strzał w dziesiątkę – w tak technokratycznym wnętrzu jasny sufit działa antydepresyjnie, optycznie powiększając przestrzeń i zapobiegając uczuciu zamknięcia w ciemnej jaskini. Jakość materiałów jest, jak to w Audi, absolutnie nienaganna. Spasowanie elementów jest… no jest. Bywało lepiej, ale każda marka ma swoje słabsze dni (miesiące?) i w niektórych miejscach A6 jest spasowana nienagannie, a w innych generuje uśmiech politowania. Na szczęście zapach skóry (wegańskiej?) i tworzyw to woń luksusu nowych czasów.
Przekleństwo błyszczącego plastiku. Jak dbać o konsolę środkową?
Jest jednak jeden problem, który w Ingolstadt urósł do rangi niezrozumiałego fetyszu: Piano Black. Ktoś w dziale designu uznał, że pokrycie połowy deski rozdzielczej i konsoli środkowej czarnym, błyszczącym plastikiem to świetny pomysł. Otóż nie jest. To materiał, który wygląda obłędnie przez dokładnie cztery minuty po wyjeździe z salonu detailingu. Przez resztę życia auta jest to galeria kurzu, pyłków i odcisków palców, co genialnie widać na zdjęciach. Wystarczy raz dotknąć panelu, by zostawić tam ślad na wieki. Jeśli ktoś ma choć cień nerwicy natręctw, to wnętrze wpędzi go w obłęd szybciej niż spadające słupki sprzedaży w raporcie kwartalnym. Będzie woził w kieszeni marynarki ściereczkę z mikrofibry zamiast poszetki.

Pułapki konfiguratora. Dlaczego pakiet zimowy w Audi A6 to mus?
Prawdziwy dramat tego konkretnego egzemplarza krył się w braku jednego, kluczowego „kliknięcia” w konfiguratorze. Osoba zamawiająca to auto – nazwijmy ją roboczo „Hansem z działu flotowego” – musiała mieć gorszy dzień. Zaznaczyła podgrzewane fotele (dzięki Ci, Hans, za ten akt łaski), ale zapomniała o pakiecie zimowym. Efekt? Brak podgrzewanej kierownicy i brak podgrzewanej przedniej szyby. W aucie tej klasy, przy siarczystym polskim mrozie, trzymanie lodowatej, skórzanej kierownicy przypomina witanie się z bałwanem bez rękawiczek. To dysonans poznawczy: siedzę w bardzo wygodnym fotelu, który masuje i grzeje plecy, a dłonie przymarzają mi do wieńca. A skrobanie szyby w garniturze przy aucie za ponad 300 tysięcy? To po prostu upokarzające. Lód z szyby w Audi powinien znikać ze wstydu, a nie pod naporem plastikowej skrobaczki z logo stacji benzynowej. Wystarczył jeden „ptaszek” przy opcji „Pakiet zimowy” i nie byłoby o czym gadać. A tak? Za sporo ponad 300 000 złotych można wymagać.
Układ napędowy 2.0 e-hybrid. Większa bateria zmienia zasady gry
Audi nareszcie uporządkowało nazewnictwo, więc z klapy bagażnika zniknęło mylące i nic niemówiące "50 TFSI e", a pojawiło się proste i czytelne e-hybrid. Pod maską pracuje sprawdzony duet: dwulitrowa, turbodoładowana benzyna i silnik elektryczny zintegrowany ze skrzynią biegów. Zestaw ten generuje systemowe 299 KM i potężne 450 Nm momentu obrotowego (systemowo). Osiągi są więcej niż wystarczające – pierwsza setka pojawia się na liczniku w 6 sekund , a elastyczność przy wyprzedzaniu jest fenomenalna dzięki natychmiastowej reakcji „elektryka”.
Zasięg elektryczny Audi A6 (2026) – ile przejedziesz realnie na 25,9 kWh?
To, co najważniejsze w najnowszej generacji, to zupełnie nowa bateria. Ma teraz 25,9 kWh pojemności brutto (zamiast dawnych ok. 14-17 kWh). Co to zmienia w praktyce? Wszystko. Realnie przejedziemy na samym prądzie nie 40, a blisko 80-90 kilometrów. To oznacza, że możemy dojechać z podwarszawskiego Konstancina na Mordor, postać w korkach na Wołoskiej, pojechać na lunch, wrócić do domu i wciąż nie zużyć ani kropli benzyny.
Ładowanie DC 55 kW – koniec z całonocnym czekaniem na prąd
Warto też dodać, że nowa, większa bateria obsługuje wreszcie szybkie ładowanie DC (do 55 kW). Możemy więc podpiąć się pod ładowarkę pod sklepem podczas szybkich zakupów i w 30 minut odzyskać zasięg na resztę dnia. To game-changer, który sprawia, że ta hybryda wreszcie ma sens nie tylko dla posiadaczy domków z wallboxem, ale też dla mieszkańców apartamentowców. A kiedy prąd się skończy, auto staje się klasycznym, szybkim Audi. Napęd quattro (w wersji ultra, czyli dołączanej w ułamku sekundy) klei się do asfaltu z uporem urzędnika skarbowego, zapewniając trakcję tam, gdzie tylnonapędowa konkurencja dawno by się poddała.
Cena i konkurencja. Lista płaczu i dylematów
Analiza cennika Audi A6 2.0 e-hybrid przypomina wizytę w restauracji z gwiazdką Michelin – kwota otwierająca w wysokości 274 000 zł to zaledwie opłata za rezerwację stolika i szklankę wody z kranu. Prawdziwa zabawa, a zarazem drenaż portfela, zaczyna się przy wyborze dań z karty, czyli opcji dodatkowych. Chęć posiadania lakieru metalizowanego, by uniknąć bolesnych skojarzeń z budyniową taksówką z Düsseldorfu, wymaga sięgnięcia głębiej do kieszeni, podobnie jak życzenie, by zamiast foteli wykończonych materiałem, mieć coś przypominające skórę. W tym gąszczu dopłat łatwo jednak stracić czujność, czego dowodem był testowany egzemplarz – skonfigurowany za fortunę, a jednak pozbawiony podgrzewanej kierownicy.
Testowany egzemplarz, mimo braków w pakiecie zimowym, był pewnie warty około 330 000 – 350 000 zł. W tej cenie konkurencja jest brutalna:
- BMW 530e (Seria 5 G60) - odwieczny rywal z Monachium. Nowa „Piątka” prowadzi się bardziej sportowo i angażująco, ale jej wygląd jest... powiedzmy dyplomatycznie: kontrowersyjny. Przy niej Audi to oaza klasycznego stylu i proporcji.
- Mercedes E 300 e (W214) - to latający dywan. Ma jeszcze większy zasięg na prądzie (w sprzyjających warunkach nawet ponad 100 km) i jest bardziej komfortowy, ale jego system multimedialny wymaga doktoratu z informatyki, a na kierownicy ma dotykowe panele, które działają, jak chcą, doprowadzając kierowcę do szału.
Dla kogo jest Audi A6 Limousine e-hybrid?
Audi A6 Limousine 2.0 e-hybrid quattro to wspaniały, szybki, inżynieryjnie dopracowany i nowoczesny samochód, który w tym konkretnym przypadku padł ofiarą własnego, skomplikowanego konfiguratora. To idealne narzędzie pracy dla menadżera – reprezentacyjne, ciche, a dzięki nowej, dużej baterii – wreszcie użyteczne jako auto elektryczne na co dzień. Jednak brak podgrzewanej kierownicy w polskim klimacie to zbrodnia przeciwko ludzkości, za którą „Hans z działu flotowego” powinien trafić do korporacyjnego karceru. Jeśli ktoś planuje zakup tego modelu, powinien sprawdzić listę wyposażenia nie dwa, a trzy razy. Bo w klasie premium odmrożone palce po prostu nie przystoją do garnituru.