PREZENTACJA: Rolls-Royce Phantom. W odległej galaktyce…
Samochód, o którym wielu marzy, ale czy na pewno jest to auto, które każdy chciałby prowadzić? Czy to ta niepowtarzalna marka, w której autach najlepiej czujemy się na tylnej kanapie?
Nie narzekam na swój los. Mam fajną pracę, rodzinę, hobby. Mimo to czasem napada mnie melancholia, a wtedy zastanawiam się, gdzie popełniłem błąd? Czemu Matrix nie wrzucił mnie do Zjednoczonych Emiratów Arabskich na fotel jakiegoś szejka, który właśnie planuje zakup nowego Rolls-Royce’a Phantoma. Albo trzech w różnych wersjach. Aby pasowały do butów.

Oczywiście nie tylko taką klientelę ma Rolls-Royce, ale gdy oferta modelu Phantom zaczyna się od około 1,8 mln złotych, a kończy się tam, gdzie wyobraźnia i gust potencjalnego klienta, zakup – mam takie wrażenie – jest raczej przemyślany. Rozgwieżdżone niebo nad głową, dywaniki pod stopami, które są bardziej miękkie i komfortowe, niż mój nowy materac z Ikei i lodówka w podłokietniku, w której chłodzi się szampan za równowartość mojej pensji. Tak trzeba żyć!
Onieśmielająca aura Phantoma
Praktycznie każdy chciał ogrzać się w blasku tego auta. Dlatego też wyszukanie chwili do zdjęć, w której akurat przy aucie nie kręcił się wianuszek ludzi, nie było prostym zadaniem. Zresztą, po pierwszych chwilach onieśmielenia, ja również chciałem jak najdłużej przebywać w okolicy tego auta. Chwila orzeźwienia na zewnątrz, a potem znów wracałem do wnętrza, aby zasiąść na „miejscu prezesa”, choć nie wiem jakiej firmy trzeba być prezesem, aby móc tam siedzieć. Koncernu naftowego? Międzynarodowej sieci banków?

Tak czy inaczej, nie ciągnęło mnie za kierownicę. Zasiadłem raz, rozejrzałem się i… tyle. To jedno z tych aut, których nie chciałbym prowadzić. Ba! Nie wiem, czy chciałbym takie dostać do testów, no chyba, że razem z kierowcą. Mam wrażenie, że za kierownicą takiego auta czułbym się dziwnie. Mało tego – tak też bym wyglądał, bowiem posiadacz takiego samochodu nie siedzi za kierownicą, tylko z tyłu. Nawet, gdybym założył najdroższy garnitur, na jaki byłoby mnie stać, wciąż bym wyglądał jak zwykły szofer. No i jaką przyjemność bym z tego czerpał?

Wymierający gatunek, ale dla Rolls-Royce’a to bez różnicy?
No dobrze, pewnie napawałbym się mocą bajecznej jednostki 6,75 litra V12 o mocy 571 KM. Ten podwójnie doładowany majstersztyk generuje 900 Nm, co w połączeniu z 8-biegowym automatem pozwala na rozpędzenie się od 0 do 100 km/h w czasie 5,3 sekundy i osiągnięcie 250 km/h. Ja wiem, że te liczby w dzisiejszych czasach nie robią specjalnego wrażenia, ale nie zapominajmy, że ten silnik musi rozpędzić średniej wielkości kamienicę, bowiem auto, w zależności od wyposażenia i wersji – krótkiej lub długiej – waży sporo powyżej 2,5 tony.

A mówiąc o wymierającym gatunku, mam na myśli znikające jak mydlane bańki duże silniki spalinowe. Takie monstrum jak 6,75 V12 jest na cenzurowanym i za kilka lat zniknie z oferty, zastąpione przez napęd elektryczny. Dla RR to bez większej różnicy, bowiem domeną aut tej marki jest przede wszystkim cisza, a silnik elektryczny ją zapewnia. Osiągi też, choć problemem pozostaje kwestia zasięgu. Będąc potentatem na rynku paliw lub właścicielem banków i chcąc pokonać trasę 1000 kilometrów z jednej części kraju na drugą, raczej nie uśmiechałby mi się postój na ładowarce. A pewnie, przy takiej masie, musiałbym się zatrzymywać 2-3 razy minimum po godzinie. Chyba wolałbym wybrać prywatny odrzutowiec i wyemitować do atmosfery 10 razy więcej CO2 niż spalinowe V12. Tak, elektryfikacja na siłę jest genialna!

Magia „Spirit of Ecstasy”
Kilkukrotnie spotkałem się ze stwierdzeniem, że Rolls-Royce Phantom nie oferuje wszystkiego, co najlepsze np. pod względem technologii czy przestrzeni. Nowy Mercedes-Maybach zapewne oferuje więcej nowinek technicznych, może mieć również więcej miejsca z tyłu, a to wszystko w niższej cenie. Sęk w tym, że Rolls-Royce’ów na drodze jest „dość” niewiele, a Mercedesów co drugie skrzyżowanie, a Maybach nie zawsze robi ogromną różnicę. Rolls-Royce to ikona i legenda sama w sobie. Trudno to wyjaśnić w kilku słowach, w końcu blisko stuletniej historii (pierwsza generacja produkowana była w latach 1925-1931) nie da się zamknąć w jednym akapicie. Zresztą, co robi większe wrażenie? „Jeżdżę Rolls-Royce’m” czy „Jeżdżę Mercedesem”?
Samochód jest ogromny i robi wrażenie. Ogromne! Już na pierwszy rzut oka widać, że jest mnóstwo nawiązań do aut sprzed 30, 40, 60 lat. Szeroki słupek D, wyraźnie opadająca ku tyłowi linia boczna, mocno geometryczne kształty i dająca wrażenie solidności, niemal monumentalna sylwetka. Już w „krótkiej” wersji SWB auto prezentuje się majestatycznie, ale nic dziwnego – mierzy dokładnie 5762 mm długości. W wersji długiej o nazwie Extended samochód mierzy blisko 6 metrów. To, w połączeniu z pięknym lakierem i 22-calowymi felgami (które wydają się nadal małe), ten jeżdżący posąg zapiera dech w piersiach.

W wersji na rok modelowy 2023 zmieniono niewiele, ale jak twierdzi sam producent, dążenie do ideału to subtelne zmiany i doskonalenie. Przykładowo, subtelnie poprawiono geometrię grilla, dzięki czemu plakietka „RR” oraz figurka Spirit of Ecstasy stały się jeszcze bardziej widoczne. Dodano także podświetlenie grilla, ale wbrew moim obawom o to, czy to nie przesada, wszystko wygląda idealnie. Grill nie świeci i nie razi w oczy, tylko jest odpowiednio podkreślony przez delikatną poświatę światła. Tak, jeszcze więcej blichtru w najlepszym wydaniu!
Oprócz tego zmieniono wnętrze świateł, które zostały ozdobione ramkami misternie laserowo ciętymi, dającymi efekt świateł gwiazd. Jest to nawiązanie do słynnej podsufitki i przyznam, że ta zmiana zrobiła na mnie największe wrażenie. Wygląda po prostu genialnie i na pierwszy rzut oka kojarzy się z rozsypanymi diamentami. Boczny profil został dodatkowo wzmocniony przestrzeniami dla nowych kół. Na zamówienia są dostępne trójwymiarowe, frezowane koła ze stali nierdzewnej z trójkątnymi płaszczyznami w pełni lub częściowo polerowanymi. Alternatywnie, Phantom może zostać ozdobiony prawdziwie eleganckimi kołami dyskowymi, które przywołują romantyczny klimat Rolls-Royce’ów z lat 20. ubiegłego wieku. A co we wnętrzu?
Tutaj zmieniło się niewiele - kierownica została delikatnie pogrubiona, dzięki czemu lepiej czuć blisko 6-metrowe auto o ogromnej mocy i równie imponującej masie. Coś jeszcze? Firma poszerzyła swoją ofertę wyposażenia wraz z pojawieniem się tego, co nazywa Phantom Platino. Opcja ta łączy w sobie skórzane fotele z przodu dla szofera i bardziej miękkie wykończenie tkaniny z tyłu, wykonane z połączenia bambusa i bawełny. Zegar deski rozdzielczej Phantoma jest teraz otoczony nowym ceramicznym wykończeniem wydrukowanym w 3D. Poza tym każdy może dokonać zmian we wnętrzu wg. własnych preferencji. Płacisz, to wymagasz!
Rolls-Royce Phantom Series II. Kropka.
Czy są auta ładniejsze od Phantoma? Z pewnością, choć nie wiem, czy w tym segmencie. Nowocześniejsze? Tak i o to nie trudno. Szybsze? Zdecydowanie, np. Bentley Flying Spur. Tańsze? Niemal każdy z konkurentów. Czy któryś robi większe wrażenie? I tutaj jest problem, bowiem szacunek i onieśmielenie, jakie buduje Rolls-Royce Phantom jest nie do przebicia. Jeśli ktoś chce porównywać Phantoma z BMW Serii 7, Audi A8 czy Mercedesem Klasy S, nie ma większego pojęcia o czym mówi. To zupełnie, zdecydowanie inna liga. Ba! Zupełnie inna galaktyka!