Podsumowanie Warsaw Motor Show 2024. Zabrakło konsekwencji
Za nami kolejna, VI już edycja targów Warsaw Motor Show. W ubiegłym roku impreza wróciła po kilkuletniej przerwie i widziałem w niej potencjał... Szkoda tylko, że organizatorzy nie poszli za ciosem.
Z artykułu dowiesz się o:
W tym roku podwarszawski Nadarzyn ponownie stał zwieńczeniem kalendarza motoryzacyjnych eventów w Polsce. To właśnie w tamtejszych halach Ptak Warsaw Expo w dniach od 15 do 17 listopada odbyły się targi Warsaw Motor Show 2024. Była to już VI edycja tej imprezy. Przypomnijmy, że targi Warsaw Motor Show powróciły w zeszłym roku po 4 latach przerwy spowodowanej pandemią. Miały one mniejszy format niż wcześniej, jednak widziałem w nich potencjał i z pewnością można śmiało je nazwać drugą po targach w Poznaniu, największą wystawą w Polsce. Tegoroczna edycja miała być rozwinięciem formatu sprzed roku, jednak coś nie wyszło, przede wszystkim pod kątem samej organizacji wydarzenia. Jakie wrażenie zostawiły po sobie targi Warsaw Motor Show 2024?
Dowiedz się, jak wyglądały targi Warsaw Motor Show 2023: Podsumowanie Warsaw Motor Show 2023 na Superauto.pl
Alpine A290 jedyną premierą na Warsaw Motor Show 2024
Organizatorzy niezmiennie twierdzą, że są to największe targi motoryzacyjne w Polsce... Chyba nigdy nie byli w Poznaniu. Targi Warsaw Motor Show składały się, podobnie jak rok temu, z dwóch hal i tak naprawdę zbyt dużo się tam nie działo. Z targami kojarzymy też premiery, a tych na Warsaw Motor Show 2024 było jak na lekarstwo. Dość powiedzieć, że jedyną z nich było... Alpine A290. Jest to nic innego jak podrasowane Renault 5 E-Tech, a zatem samochód ze sporym potencjałem. Pierwsze elektryczne Alpine rozpoczyna ofensywę elektryków tej marki (7 modeli do 2030 r.) i z pewnością nie można odmówić mu stylu. Rzucające się w oczy niebieskie nadwozie, charakterystyczne motywy X w reflektorach i wyjątkowe dla Alpine detale jak wykończenie wnętrza, elementy podkreślające prestiż samochodu czy felgi oraz zderzaki sprawiają, że obok auta trudno przejść obojętnie.

Samochód mierzy raptem 3,99 m długości, a rozstaw osi liczy 2,53 m. Całkiem spory jest też bagażnik, którego pojemność liczy 326 litrów. Silnik elektryczny generuje 180 lub 220 KM oraz 300 Nm, co pozwala na przyspieszenie od 0 do 100 km/h w 6,4 s i osiągnięcie 170 km/h prędkości maksymalnej w przypadku mocniejszej odmiany. Samochód waży 1479 kg. Napęd trafia na przednią oś. Dzięki tym wynikom auto zachowuje charakter hot hatcha. Baterie mają 52 kWh pojemności netto i zapewniają zasięg na poziomie 380 km. Alpine A290 dostępne będzie w 4 wariantach: A290 GT, A290 GT Premium, A290 GT Performance i A290 GTS. Samochód trafi na rynek w I połowie 2025 roku, a jego cena startować ma od około 170 000 zł.
Tesla Cybertruck, Fiat 126p i inne nietypowe elektryki obecne na targach
W zasadzie poza Alpine jedyną marką obecną na targach była Tesla, która prezentowała modele X, 3 oraz Y. Oczywiście nie zabrakło stoiska Mercedesa od dealera MBM Motors, gdzie mogliśmy podziwiać najnowsze modele marki, jednak nie było ono tak imponujące co w zeszłym roku. Generalnie zarówno ono jak i stoisko Alpine ginęły w tłumie innych wystawców. Odniosłem jednak wrażenie, że każde z tych stoisk miało bardziej okrojoną formę niż w zeszłym roku, w dodatku gdzieniegdzie widać było puste ściany, a momentami wątki motoryzacyjne się traciły.

Z ciekawostek warto wspomnieć o strefie samochodów elektrycznych, gdzie znalazły się nawet takie auta jak Fiat 126p czy FSO Syrena przerobione na elektryki czy też jakże rzadki samochód w postaci Renault Fluence Z.E. Z chińskich elektryków mieliśmy m.in. marki Zeekr czy BYD. Największą uwagę przykuwała jednak Tesla Cybertruck, która na żywo okazuje się naprawdę ogromna, a jej design faktycznie wzbudza spore kontrowersje.
Strefy supersamochodów, klasyków i tuningu trochę uboższe niż rok temu
Nie zabrakło też strefy supersamochodów, jednak również odniosłem wrażenie, że trochę mało się tam działo względem ubiegłego roku. Z ciekawszych były oczywiście modele Astona Martina, Ferrari czy Lamborghini, jednak moją uwagę przykuł Dodge Viper. Oczywiście tu i ówdzie pojawiały się też klasyki, kampery oraz auta po tuningu jak np. zmodyfikowane na styl retro Porsche Boxster. Z klasyków warto wspomnieć o Ferrari 330 GT, natomiast z kamperów o Volkswagenie ID. Buzz zmodyfikowanym pod kątem karawaningu. Sporo stoisk miały również firmy zajmujące się akcesoriami czy usługami okołomotoryzacyjnymi.

Niegdyś targi imponowały strefą gwiazd. Teraz była ona mocno ograniczona, a jedną z nielicznych przedstawicielek była, podobnie jak rok temu, Kornelia Olkucka. Jest to 20-letnia kierowczyni wyścigowa, jedna z czołowych kierowców kartingu wyczynowego kategorii DD2 Rotax Max Challenge w Polsce i w Europie Centralno-Wschodniej oraz kierowca wyścigów formuły 4 na sezon 2024 szwajcarskiego teamu Maffi Racing, reprezentantka kadry narodowej oraz reprezentantka Polski w olimpiadzie Sportów Motorowych Motorsport Games 2022.

Gdzie się podziały stoiska chińskich marek?
Zabrakło mi też większej strefy chińskich samochodów. W zeszłym roku swoje stoiska miały m.in. takie marki jak Hongqi, NIO czy Maxus. W tym roku żadnego z nich nie było, natomiast swoje stoisko miał multibrandowy dealer chińskich aut MBM Motors.
Problemy Warsaw Motor Show 2024 - zawiodła organizacja
Największą bolączką targów w Warszawie leżały u podstaw, a zatem w samej organizacji wydarzenia. Pomijam już słabą reklamę eventu, lecz jednej rzeczy absolutnie nie rozumiem. Pierwszy dzień targów był określony jako dzień dla mediów i VIPów, tymczasem przez hale przewijały się prawdziwe tłumy, każdy mógł wejść, włącznie z wycieczkami szkolnymi. Po prostu absurd! Jeszcze bardziej zdziwiło mnie, gdy okazało się, że akredytacja tak naprawdę na nic nie była potrzebna, bowiem wystarczyło się zarejestrować w systemie, a przy wejściu nikt nawet nie sprawdzał biletów, a zatem każdy mógł sobie wejść i za darmo zwiedzać targi. Byłem już na wielu eventach, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem.

Podsumowanie
Podsumowując tegoroczne targi Warsaw Motor Show pozostawiły po sobie pewien niedosyt, a momentami wręcz niesmak. Przede wszystkim odniosłem wrażenie, że było mniej atrakcji niż rok temu, samych samochodów też mogło być więcej, o premierach już nie wspominając. Oczywiście docenić muszę mnogość stoisk firm zajmujących się usługami i akcesoriami, a także niezależnych dealerów. Parę ciekawostek również się znalazło. Wszystko przyćmiły jednak problemy organizacyjne i wszechobecny tłok. Szkoda, bowiem w zeszłym roku targi Warsaw Motor Show wypadły całkiem dobrze, zaś VI edycja okazała się krokiem wstecz. Czy w przyszłym roku będzie lepiej? Przekonamy się szybciej niż się spodziewaliśmy, bowiem VII edycję zapowiedziano już na 27-29 czerwca 2025 r.