PIERWSZA JAZDA: Leapmotor T03 i C10. Czy zagrożą europejskiej konkurencji?
Nowa chińska marka zawitała do Polski. Poznaj Leapmotor i jego dwa modele - t03 oraz c10.
Wydaje mi się, że słowa „nowy chiński producent na rynku” już nikogo nie dziwią i o ile jeszcze kilkanaście miesięcy temu budziły zainteresowanie, tak dziś wywołują raczej: „Znowu? Ile jeszcze?!” No jeszcze dużo, a w międzyczasie sprawdziliśmy Leapmotor T03 (prawie z Polski) oraz C10 (całkowicie z Chin). Jak się spisały?
Leapmotor T03. Konkurencja dla Dacii Spring?


To „z Polski” trzeba brać nieco po macoszemu, bowiem owszem, auto jest montowane w Polskiej fabryce Stellantis, ale nie jest to montaż od A do Z, a jedynie składanie z podstawowych komponentów. Czy to się rozwinie? Czy w polskiej produkcji pojawią się kolejne modele chińskiej marki? Tego nie wiemy. Zamiast plotkować przejdźmy jednak do konkretów, zaczynając od stylistyki Leapmotor T03. Auto ze względu na swoje bardzo kompaktowe gabaryty (długość 3,62 m, szerokość 1,65 m) nie prezentuje się jakoś specjalnie imponująco i raczej nie wzbudzi zachwytu na ulicach, ale mimo to nie wygląda źle. Od razu na myśl przychodzi wspomniana Dacia Spring oraz… Smart ForTwo. Co do Springa, to będzie jego największy i bezpośredni konkurent (można jeszcze rozważać Citroena e-C3), ale pod względem stylu mamy zupełnie dwa inne światy.
Czytaj więcej: Chińskie samochody dostępne w Polsce
O ile Dacia Spring wydaje się surowa, outdoorowa, trochę techniczna i nastawiona na kontakt z naturą, tak Leapmotor T03 idzie zupełnie inną drogą. To typowy mieszczuch o stonowanej stylistyce, który praktycznie pozbawiony jest jakichkolwiek elementów kojarzących się z terenem czy naturą. Proste linie, kompaktowe wymiary i zaokrąglone kształty nadwozia idealnie wpisują się w miejski krajobraz i mają jedno zadanie – nie rzucać się w oczy i spodobać się większości potencjalnych nabywców. Uwagę zwracają nowoczesne reflektory LED i charakterystyczne tylne światła połączone czarną listwą, które dodają całości przyjemnego, łagodnego klimatu. Dodajmy do tego jakiś łagodny, pastelowy lakier i mamy kandydata na miejskie auto dla kobiet. Oczywiście nie chcę brzmieć stereotypowo, bowiem wystarczy wybrać czerwony lakier i czarne felgi, aby całość prezentowała się odrobinę bardziej sportowo. Naprawdę, nie jest źle i na żywo samochodzik robi całkiem dobre wrażenie. A w środku?


Również jest nieźle. Śmiałbym nawet napisać, że T03 zaskakuje przestronnością. Czterech dorosłych pasażerów, o ile nie jest to część zespołu siatkarzy i nie mierzą po 185 cm wzrostu każdy, może komfortowo podróżować. Daleka podróż? Niekoniecznie, ale krótkie wojaże po mieście nie będą specjalnie dużym wyzwaniem. Bagażnik o pojemności 210 litrów pomieści codzienne zakupy, a po złożeniu siedzeń można przewieźć nawet małe meble w paczkach. Rzecz jasna nie liczmy na płaską podłogę, ale w takich autach nie jest to w żadnym wymiarze wymóg. Deska rozdzielcza z 10,1-calowym ekranem dotykowym jest ergonomiczna i intuicyjna. Oczywiście niemal wszystkie opcje są dostępne z ekranu dotykowego a niektóre funkcje początkowo wydają się nieintuicyjnie zaplanowane, ale to tylko kwestia przyzwyczajenia. Na plus zasługują wygodne fotele i dobra widoczność z miejsca kierowcy. Brakuje za to podłokietnika, ale znów – w aucie o takich gabarytach to raczej rarytas, niż stały element wyposażenia. A co pod maską?

Samochód napędza silnik elektryczny o mocy 95 KM, zapewniający naprawdę dynamiczną jazdę po mieście. Powiedziałbym za dużo, jeśli bym wspomniał o sportowych doznaniach, ale niewielkie nadwozie, stosunkowo niska masa (jak na elektryka) i blisko 100 KM dostępnych od razu – to przepis na bardzo sprawne auto do miasta. Samo przyspieszenie do 50 km/h zajmuje zaledwie 3,6 sekundy. Wyższe prędkości są oczywiście osiągalne, auto pojedzie bodajże 130 km/h, ale to nie jest jego żywioł. Miasto? Bez problemu a nawet ze sporą dozą frajdy. Trasa? Można, ale to nie jest auto stworzone do tego celu. Dodajmy do tego zasięg na jednym ładowaniu wynoszący około 265 km (WLTP), a mamy przepis na naprawdę fajne auto miejskie. Ba! W mieście, według producenta, zasięg może sięgnąć nawet 395 km, ale wydaje mi się, że to już są wartości osiągalne w niezwykle sprzyjających warunkach. Niech to będzie realnie 300-320 kilometrów, a i tak ten wynik zasługuje na pochwały.
Nie miałem wbyt wiele czasu, aby zapoznać się z tym autem i czekam z niecierpliwością na dłuższy test, ale pierwszy kontakt był bardzo pozytywny. Moim zdaniem Leapmotor T03 to ciekawa propozycja dla osób szukających ekonomicznego i ekologicznego auta do miasta. Jeśli ktoś rozważał Dacię Spring, ale nie odpowiadała mu zbyt surowy charakter, T03 może być odpowiednią alternatywą. Oferuje przyzwoite osiągi, wygodne wnętrze i akceptowalny zasięg w konkurencyjnej cenie (od około 80 000 złotych).
Leapmotor C10. Trochę jak z generatora pojazdów

Kojarzycie generatory obrazów na bazie sztucznej inteligencji? Gdy wpiszemy konkretne zapytanie, pojawi się kilka propozycji. Dość podobnych, raczej mało wyszukanych i niezbyt zachwycających, ale spodobają się większości. Mam wrażenie, że podobnie jest z chińskimi samochodami. Są poprawne, bardzo estetyczne, podobają się wielu kierowcom, ale dość szybko się nudzą i nie mają tego czegoś. Podobnie jest z Leapmotor C10. Ładny, przypomina trochę inne modele, również z wyższych segmentów, ale czy za rok będę o nim pamiętał i od razu rozpoznam na ulicy? Raczej wątpię.

Gdy zobaczyłem to auto po raz pierwszy na żywo tuż przed krótką (niestety bardzo krótką) jazdą testową, mimo wszystko byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. To wciąż „auto z generatora”, ale mimo wszystko oferujące nowoczesny i dynamiczny design, który z powodzeniem może konkurować z europejskimi markami. Nie zmienia mojego światopoglądu i nie wpłynie na postrzeganie motoryzacji przez następne lata, ale smukła sylwetka z opadającą linią dachu przypomina nieco modne SUV-y coupe może się podobać. Przednią część zdobi wąski pas świateł LED ciągnący się przez całą szerokość pojazdu, co jest obecnie bardzo popularnym rozwiązaniem stylistycznym. Trochę szkoda, że sygnatura świateł LED nie jest bardziej wyrazista i na pewno nie rozpoznamy tego auta w tłumie innych po zmroku. Masywny zderzak z dużymi wlotami powietrza i tylne światła połączone w jeden element nadają C10 agresywnego i ciekawego wyglądu. Całości dopełniają duże aluminiowe felgi (w naszej wersji aż 20-calowe) i opcjonalny panoramiczny dach. Nie jest źle, ale raczej nikt nie będzie do C10 wzdychał na ulicy. A w środku?


Podobnie – nowocześnie, schludnie i minimalistycznie, ale to wszystko gdzieś już było. Deska rozdzielcza została zaprojektowana z myślą o ergonomii i intuicyjnej obsłudze, choć tradycjonalistom będzie brakowało fizycznych elementów sterowania. Rzecz jasna gwoździem programu i centralnym elementem wnętrza jest 14,6-calowy ekran dotykowy systemu multimedialnego, który kontroluje większość funkcji auta, w tym nawigację, klimatyzację, system audio i łączność ze smartfonem (Apple CarPlay i Android Auto). Sam system jest pozytywnym zaskoczeniem i po dziwnych oraz nie do końca udanych rozwiązaniach z innych chińskich modeli, ten w C10 działa. Po prostu – działa. Jest nawet dość płynny i oferuje wysokiej jakości grafikę. Miła odmiana! Przed kierowcą znajduje się również 10,25-calowy ekran z cyfrowymi zegarami, na którym wyświetlane są wszystkie niezbędne informacje. Fotele są wygodne i oferują dobre wsparcie boczne, a pasażerowie tylnego rzędu mają do dyspozycji dużo miejsca na nogi i nad głowami. Bagażnik o pojemności 435 litrów jest przestronny i funkcjonalny, a po złożeniu oparć kanapy otrzymujemy płaską podłogę. Pod względem komfortu i pierwszego wrażenia C10 musi dostać wysokie noty. Znów – bez zaskoczeń, ale w środku jest „jakby luksusowo”. A pod maską?

Też bez większych zaskoczeń, ale ponownie – bardzo pozytywnie. Silnik elektryczny generuje moc 218 KM i moment obrotowy 320 Nm, co przekłada się na dynamiczne przyspieszenie (0-100 km/h w około 7 sekund) i płynną jazdę. Być może działanie pedału gazu i hamulca wymaga przyzwyczajenia (trudno znaleźć punkt, w którym auto delikatnie rusza i hamuje), ale poza tym jest bardzo w porządku. Trzy tryby jazdy (Eco, Normal i Sport) pozwalają dostosować samochód do indywidualnych preferencji. C10 wykorzystuje innowacyjną technologię Cell-to-Chassis, integrując baterię w strukturę pojazdu. To rozwiązanie optymalizuje przestrzeń, zwiększa sztywność nadwozia i poprawia bezpieczeństwo. Tyle teorii, ale ważniejsze są inne dane – pojemność baterii. Ta oferuje 69,9 kWh i zapewnia zasięg do 420 km (WLTP), co jest wynikiem konkurencyjnym w tym segmencie. C10 oferuje ładowarkę AC o mocy 6,6 kW (ładowanie od 30% do 80% w około 6,1 godziny) oraz szybkie ładowanie DC (od 30% do 80% w 30 minut). Niestety na chwilę obecną trudno znaleźć konkretne informacje o dostępnej maksymalnej mocy ładowania, ale tego dowiemy się zapewne wkrótce, gdy auto oficjalnie wejście do sprzedaży w Polsce.
No właśnie – sprzedaż. Konkrety? Leapmotor C10 jest produkowany w Chinach, ale marka planuje rozpocząć montaż tego modelu również w Europie. Obecnie trwają rozmowy z potencjalnymi partnerami w tym zakresie. Zamówienia mają ruszyć na początku przyszłego roku, ale już teraz mówi się o cenach oscylujących w okolicach 160 000 złotych. Dużo? Mało? Moim zdaniem, jak na auto o takich gabarytach i z naprawdę niezłym wyposażeniem, naprawdę nie jest źle. Kluczowa będzie jakość podczas eksploatacji, niezawodność oraz dostępność sieci serwisowej, ale o tym przekonamy się zapewne w najbliższych miesiącach.