Audi RS e-tron GT. Karbon jest na dachu, na lusterkach i w powietrzu
Audi RS e-tron GT: ekstremalnie płaski, absurdalnie szeroki i niesamowicie szybki, ale EKO. 600 KM, 3,3 sekundy do 100 km/h. Zasięg? Niecałe 400 km.
„Kierowniku, ale piękna fura! Ile to pali?” – zapytał mnie pewnego wieczora elegancki jegomość w wełnianej kufajce, kaloszach i z mocno wyskokowym oddechem. „A bo ja wiem? Pewnie ze cztery wiadra węgla i kosz sosnowych belek” – odparłem. Nie wiem, czy zrozumiał aluzję, ale jedno jest pewne – Audi RS e-tron GT wzbudza ogromne zainteresowanie, a każdy kilometr spędzony z tym autem był niezwykłym doświadczeniem.
Dlatego też, gdy po kilku dniach i przejechanych około 800 kilometrów oddawałem tę czarną płaszczkę do parku prasowego… odczułem ulgę przeplataną ze smutkiem. Ulgę, bowiem opiekowanie się autem, którego równowartość mogłaby mnie ustawić niemal do końca życia, jest dość stresujące, a poczucie anonimowości podczas normalnej jazdy po mieście nie istnieje. Wielokrotnie, gdy stawiałem auto na ostatnim miejscu postojowym dużego parkingu, po powrocie zawsze było obklejone innymi samochodami, a na szybach bocznych były odciśnięte nosy i usta zaciekawionych gapiów, spoglądających do wnętrza tego statku kosmicznego. Całe szczęście, że lakier był czarny i w sumie dość zwyczajny. W innym przypadku byłoby jeszcze gorzej. A smutek? Bo takich aut jest niewiele i nie zapowiada się, że będą powstawały jak grzyby po deszczu.
Ciemność widzę…
… ale nie w Audi RS e-tron GT! Światła laserowe współpracujące z lampami matrycowymi LED to majstersztyk! Jeśli ktoś, konfigurując nowe auto, mając możliwość wybrać lampy matrycowe tego nie zrobi, jest skończonym gamoniem! Często podróżuję po zmroku i tego typu rozwiązanie jest po prostu bajeczne. Czasem działa lepiej, czasem gorzej, ale zdecydowanie wpływa na bezpieczeństwo i komfort jazdy. Grupa Volkswagena naprawdę „umie w światła”. Czy dopłaciłbym za lampy laserowe? Nie wiem, ale matrycowe – koniecznie.
Poza tym oświetlenie w e-tronie GT, również tym „zwykłym” bez RS-a w nazwie, jest fantastyczne i sprawia, że każdy, dosłownie każdy zwraca na to auto uwagę. O ile przód jest dość normalny, w stylu nowych modeli producenta z Ingolstadt, tak tylna belka świetlna z tymi „zębami” po bokach i niesamowitą sekwencją włączania podczas otwierania i zamykania samochodu – to prawdziwy diament wśród miliona innych. Bardzo mi się to podoba, ale ja za każdym razem powtarzam, że jestem motoryzacyjną sroką i lubię tego typu świecidełka.
Czarny lakier, ogromne felgi w rozmiarze 21 cali (auto było na „zimówkach” o szerokości 265 z przodu i 305 z tyłu), ceramiczny układ hamulcowy, który potrafi zawiesić w pasach i odebrać oddech na kilka chwil podczas mocnego hamowania, do tego czarne wnętrze z czerwonymi akcentami – coś wspaniałego. W tym aucie jest coś niepokojącego, demonicznego. Podczas przyspieszania i zwalniania generowany jest dziwny, elektryzujący, trochę mroczny dźwięk. Trochę tak, jakby w tryby maszyny wrzucić garść wiewiórek. Brrr…
Wściekły diabeł z plakietką „Jestem EKO, hehe…!”
Czarny, płaski, absurdalnie szeroki i niesamowicie szybki, ale… EKO! Tak, to niedorzeczne, ale z założenia samochody elektryczne są eko(logiczne?), bowiem lokalnie nie emitują nawet ćwierć grama CO2. To nic, że elektrownia w Polsce musi puścić z dymem kilkadziesiąt kilogramów (szacunkowo) węgla, aby wyprodukować prąd do naładowania tego potwora. Nie, nie czepiam się Audi i modelu RS e-tron GT, ale pokonując kolejne kilometry tym autem i testując (zbyt często…) maksymalną moc, gdzieś z tyłu głowy miałem to dziwne przeświadczenie, że sami siebie oszukujemy. Ale to nie miejsce i pora na dywagacje na temat sensu samochodów elektrycznych w kraju węglem i drewnem zasilanym.
A do napędu Audi RS e-tron GT służy zestaw dwóch silników o łącznej mocy blisko 600 KM i momencie obrotowym 830 Nm. Już na papierze takie parametry robią wrażenie, a w praktyce…
W zeszłym roku jeździłem po torze Hockenheimring modelami Porsche Taycan, również w najmocniejszej wersji Turbo S, która jest jeszcze ostrzejsza, szybsza i bardziej brutalna od Audi RS e-tron GT. Dygresja – oba te auta są niemal bliźniakami technicznymi. Wtedy, po kilku szybkich kółkach na torze, byłem o krok od zostawienia auta na pasie zieleni, oddania śniadania wraz z kolacją i oddalenia się z miejsca zdarzenia. To, jakie te auta mają przyspieszenie, trakcję, przyczepność i niebywałą wręcz zwrotność (skrętna tylna oś i średnica zawracania na poziomie auta segmentu B), nie mieści się w głowie i opowiadanie o wszystkim, nawet w najbardziej krasomówczy sposób, nie odda nawet promila wrażeń zza kierownicy.
Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 3,3 sekundy, choć niektórzy testujący mierzyli nawet krótsze czasy sprintów. Ja miałem już opony zimowe (305 mm z tyłu, a i tak opona była jakby naciągnięta na felgę), więc czasy były z pewnością odrobinę gorsze, ale każde wdepnięcie w pedał gazu, gdy na miejscu obok siedział pasażer, zawsze kończyło się interesującą reakcją i wiązanką kwiecistych sformułowań. Prędkość maksymalna, dzięki zastosowaniu dwubiegowej przekładni, została rozwinięta do 250 km/h, co jak na samochód elektryczny, jest wartością bardzo imponującą. Pomijam fakt, że przyspieszenie do tej prędkości trwa zapewne tyle, co rozpędzanie się do setki przeciętnym autem.
Gran Turismo na pół gwizdka?
GT w nazwie oznacza Gran Turismo, czyli „wielką podróż” i kojarzy się z luksusowymi, dużymi samochodami o sportowych aspiracjach. Przykład? BMW Serii 8 Gran Coupe czy Mercedes-Benz CLS lub AMG GT 4 door Coupe (krótka nazwa, wiem). O ile w przypadku wymienionych modeli nie można mieć zastrzeżeń, tak z Audi RS e-tron GT jest malutki problem – to elektryk. O ile wizualnie, pod względem parametrów, wygody i charakteru, jest to GT pełną gębą, tak zasięg realny 380-400 kilometrów, a jadąc w trasie przy prędkości 120-140 km/h nawet mniej, mocno podcina skrzydła. Nie ma mowy o tym, aby wsiąść w auto w Krakowie i dojechać „jednym strzałem” nad morze. No nie da się.
Jasne, można zaplanować postoje po drodze na szybkich ładowarkach i co godzinkę lub dwie rozprostować kości, wypić kawkę, zjeść hot-doga, załatwić potrzeby i jechać dalej, ale… no nie na tym to polega. Szczególnie w Polsce, gdzie szybkich ładowarek na trasach jest po prostu mało. Nie oszukujmy się. Jadąc z Radomia do Chełma jedyną szybką ładowarkę miałem w Lublinie pod Ikeą. Znaczy się szybką… szalone 90 kW, które i tak oddawało około 70-75 kW. Teoretycznie z Radomia do Chełma jest około 190 kilometrów, więc powinienem pokonać trasę tam i z powrotem na jednym ładowaniu. Nie ryzykowałem.
Panie, a ile to kosztuje?
Sporo. Podstawowy e-tron GT kosztuje 446 600 złotych i będzie to wersja o mocy 476 KM. Odmiana RS o mocy blisko 600 KM zaczyna się od kwoty 602 900 złotych, a przecież to dopiero początek. W końcu to Audi! Poniżej kilka wybranych dodatków, które mogą wywindować cenę w okolice 800 000 złotych.
- Pakiet stylistyczny RS w kolorze szarym lub czarnym – 9 460 złotych
- Pakiet stylistyczny brąz Cognac/szary Jet Audi Exclusive – 33 990 złotych
- Pakiet wykończenia Audi Exclusive (głównie lakier) – 21 400 złotych
- Felgi 21-calowe pięcioramienne Konkav – 12 450 złotych
- Reflektory Matrix LED ze światłami laserowymi – 9 460 złotych
- Pakiet optyczny karbon z połyskiem – 21 400 złotych
- Wstawki w listwach z karbonu – 8 960 złotych
- Obudowy lusterek z karbonu – 3 410 złotych
- Dach z karbonu – 18 670 złotych
- Siedzenia sportowe „pro” z przodu – 9 960 złotych
- Podsufitka z mikrofibry – 10 210 złotych
- Pakiet systemów wspomagających parkowanie „plus” – 8 810 złotych
- Asystent jazdy nocnej – 10 700 złotych
- Ceramiczny układ hamulcowy – 30 360 złotych
Imponujące, prawda? A jest jeszcze wiele elementów po kilka tysięcy złotych. Zabawa w konfiguratorze jest przednia.
Podsumowanie
Audi RS e-tron GT, podobnie jak topowe Porsche Taycan Turbo S, to pokaz siły Grupy Volkswagena i udowodnienie, że samochody elektryczne mogą być niezwykle ekscytujące. Jasne, odbywa się to kosztem nie tylko opłacalności, ale i zużycia energii, co przekłada się na absurdalne wręcz zachwianie idei aut elektrycznych, ale kto bogatemu zabroni? Testy tak wyrazistych aut nie zdarzają się zbyt często, więc na pewno czas spędzony z e-tronem w topowej wersji zostanie w pamięci na długo. Tak, było warto spalić te kilogramy węgla!
Galeria- poznaj Audi RS e-tron GT z bliska









