Volvo XC60 2.0 T8 Recharge 390 KM. Jak inżynier na dopalaczach
Niektórzy uważają, że Volvo są nudne. Jest w tym ziarenko prawdy i… bardzo dobrze! O co mi chodzi? Jeżdżę różnymi autami – od mocno sportowych, przez limuzyny, po normalne auta rodzinne. Zawsze, gdy mam okazję testować Volvo czuję się tak, jakbym czekał na krótki urlop.
W tym aucie po prostu odpoczywam i bez znaczenia, czy jest to bazowe XC40, czy też niemal topowe XC60. W testowanej 390-konnej wersji mogłem bardzo wiele udowodnić, ale nie musiałem. I w tym tkwi piękno szwedzkiej marki.

Szwedzi potrafią wiele, ale niczego nie muszą. Jeśli chcą, tworzą takie cuda techniki, jak Koenigsegg. Praktycznie każdy model tej marki jest oderwany od rzeczywistości i za to ją kocham. Z drugiej strony jest Volvo, które jest eleganckie, stylowe, komfortowe i świetnie wyglądające, ale może być też bardzo szybkie i pokazać niejednemu samozwańczemu królowi prostej, że ten szpakowaty inżynier ma naprawdę mocne auto, a pozory mogą mylić. Dosłownie takie było Volvo XC60 w niemal topowej odmianie T8 z 390-konnym napędem hybrydowym. Szybki, zrywny, dynamiczny, ale z drugiej strony niezwykle komfortowy, stateczny i (poniekąd) nierzucający się w oczy.
Magia szwedzkiego „nic nie muszę”
O co w tym chodzi? W testowanym Volvo miałem pod maską 390 KM, ale rzadko kiedy chciałem korzystać z całego potencjału napędu hybrydowego. Bo i po co? Wsiadając do auta tej szwedzkiej marki, zawsze odpoczywam, odrywam się od otaczającego świata. Cieszę się widokiem świetnie zaprojektowanego wnętrza, rewelacyjnej jakości materiałami czy też bajecznym zestawem audio Bowers & Wilkins (opcja za 16 500 złotych). Wiem, że są auta wyglądające bardziej imponująco i nowocześnie, zarówno na zewnątrz, jak i w środku, ale prawdę mówiąc – nic mnie to nie obchodzi. W tym samochodzie jest mi po prostu dobrze. Jeździłem już V60 Cross Country, XC40 i starszym XC60 i w każdym było podobnie. Po prostu komfortowo, przyjemnie. Trochę… domowo.
Piekielnie szybka kanapa z Ikei!
Tak, niektórzy żartują, że we wnętrzu modeli Volvo jest jak w mieszkaniu urządzonym w znanej sieciówce. Ponownie – coś w tym jest. Schludnie, elegancko, minimalistycznie i absolutnie bez zbędnych udziwnień. Co innego jest pod maską, bowiem moc systemowa 390 KM to nie w kij dmuchał! Jasne, cały potencjał dostaniemy wtedy, gdy bateria jest naładowana, a to i tak nie przez długi czas – zasięg deklarowany to 53 km, realny około 40 km – ale przyspieszenie od 0 do 100 km/h w bądź co bądź dużym SUV-e (plus waga ponad 2 ton) w czasie 5,5 sekundy robi wrażenie. Prędkość maksymalna to 180 km/h, ale wszystkie nowe modele tej marki mają blokadę na tej wartości. Spalanie podawane przez producenta i zgodne z cyklem WLTP – 2,4 l/100 km – można włożyć między bajki. Nawet po naładowaniu baterii do pełna i pokonaniu dystansu stu kilometrów tempem taksówkarskim, taki wynik jest nierealny. Realnie, z pustą baterią, przy spokojnej jeździe w trasie przy 120-140 km/h będzie to 8-9 l/100 km. W mieście trzeba dodać 1-2 l/100 km. Nie ma cudów – 390 KM musi swoje wypić.

Auto skrojone na miarę?
Niewiele jest już takich aut, które można skonfigurować w tak różnoraki sposób. Volvo XC60 możemy skonfigurować z silnikiem benzynowym, wysokoprężnym, jak również z hybrydą typu plug-in. Wszystkie napędy będą bazowały na 2-litrowych motorach i trochę nad tym ubolewam. Chciałbym mieć mimo wszystko możliwość wybrania jednostki 6-cylindrowej jak np. w BMW. Nie mówię już o V8-ce, bo wiadomo – to byłoby coś – ale ograniczenie wyboru odrobinę mi przeszkadza i już od dawna nie mogę się z tym pogodzić. Trudno. Jest również kilka odmian wyposażenia, jest topowa wersja Polestar Engineered, która prezentuje się niezwykle efektownie. Można również zdecydować się na nieco bardziej stonowaną, ale niemal równie szybką i mocną odmianę. Niebieski lakier i tapicerka w kratkę? A może czarno wewnątrz i na zewnątrz? Nic nie stoi na przeszkodzie!
W moim przypadku była to niemal „gangsterska” konfiguracja tj. czarny lakier, ogromne 21-calowe felgi, ciemne wnętrze z szarymi wstawkami. Do tego pneumatyczne zawieszenie, które dawało mnóstwo komfortu. Podczas szybszej jazdy twardniało i sprawiało, że samochód był stabilny. Gdy chciałem zjechać z ubitego szlaku, przy maksymalnym podniesieniu zapewniało imponujący prześwit. Jasne, ja zapewne skonfigurowałbym to autu zupełnie inaczej np. wybrał ciemnoniebieski lub grafitowy lakier, jasne wnętrze ze skóry lub szare z tapicerki wełnianej. Ale tu tkwi piękno segmentu premium – jeśli kogoś stać, układa auto pod siebie, a nie wybiera to, co jest. Płacisz – wymagasz.
A ile trzeba zapłacić za Volvo XC60?
Biorąc pod uwagę wielkość auta, prestiż, wygląd i możliwości konfiguracji – stosunkowo niewiele. Podstawowy model z silnikiem benzynowym 2.0 B4 Mild Hybrid o mocy 197 KM z 8-stopniowym automatem i napędem na przednią oś to koszt 190 900 złotych. I już ten wariant silnikowy możemy skonfigurować z odmianą R-Design i dodać do wyposażenia niemal wszystko, na co mamy ochotę. Zestaw audio Bowers & Wilkins za 16 500 złotych? Proszę bardzo. Lakier w kolorze białej perły za 7500 złotych? Jasne! Felgi w rozmiarze 22 cali za 12 350 złotych? Owszem. Z drugiej strony mamy oczywiście odmianę Polestar Engineered z napędem eAWD i moca 405 KM za 329 900 złotych, a i w tym przypadku istnieje możliwość dorzucenia w dodatkach nawet 50 000 złotych. Choć w sumie to niewiele, bowiem w Audi czy w Mercedesie można dołożyć gadżetów za 100 000 i więcej. Co kto lubi! No właśnie, co u konkurencji? Przykładowo BMW X5 w odmianie 45e xDrive czyli z napędem hybrydowym typu plug-in o mocy 394 KM (z silnikiem 3.0 R6) to koszt 362 000 złotych. Za 334 100 złotych dostaniemy Mercedesa GLE 350 e 4MATIC z układem hybrydowym plug-in (na bazie jednostki 2.0 – jak w Volvo) o mocy 333 KM. Można jeszcze wspomnieć o Porsche Panamerze E-Hybrid o mocy 462 KM, ale to już nieco inna liga – co najmniej 416 000 złotych.


Podsumowanie
Volvo XC60 z napędem 2.0 T8 o mocy 390 KM jest jak stateczny, poważny inżynier, który ma głęboko ukryte drugie ja. Gdy się obudzi, przez chwilę jest strasznym szaleńcem, narwańcem i łobuzem, ale już po chwili wraca do swojego pierwotnego charakteru. W tym samochodzie naprawdę można odpocząć, poczuć się komfortowo. Jak w domu. Ale gdy tylko przyjdzie na to ochota, wystarczy wcisnąć pedał gazu, aby zostawić wszystkich daleko w tyle.