TEST: Renault 5 E-Tech Roland-Garros 52 kWh 150 KM. Kolejny as serwisowy?
Oto Renault 5 E-Tech w edycji specjalnej Roland-Garros. To samochód, który nie tylko przewiezie z punktu A do punktu B, ale zrobi to w stroju sportowym od Lacoste, popijając szampana.
Francuzi to naród, który dał światu bagietkę, gilotynę i strajki generalne w środku tygodnia. Ale dali nam też coś jeszcze: turniej tenisowy French Open, podczas którego najlepsi atleci świata tarzają się w czerwonej mączce, oraz małe, genialne samochody, które prowadzi się z uśmiechem na twarzy. Teraz, w przypływie patriotycznej euforii, postanowili połączyć te dwa światy. Oto Renault 5 E-Tech w edycji specjalnej Roland-Garros. To samochód, który nie tylko przewiezie z punktu A do punktu B, ale zrobi to w stroju sportowym od Lacoste, popijając szampana.
Wygląd: Elegancja wprost z kortu centralnego
Zacznijmy od tego, co widać, bo w przypadku tego auta styl jest wszystkim. Wersja Roland Garros to nie jest po prostu „piątka” z kilkoma dodatkowymi znaczkami przyklejonymi przez stażystę w fabryce. To samochód, który wygląda, jakby właśnie zjechał z kortu imienia Philippe'a Chatriera, tylko bez śladów potu i frustracji po przegranym tie-breaku.
Nadwozie dostępne jest w czterech kolorach, które brzmią jak nazwy ekskluzywnych drinków w barze, na który cię nie stać: biała perła, niebieski nocturne, czarny etoile oraz – uwaga, to ważne – ekskluzywny dla tej wersji szary schiste satin. Wszystkie te lakiery występują w standardzie z czarnym dachem, co dodaje autu elegancji i sprawia, że optycznie wygląda na niższe, szersze i bardziej „przyklejone” do asfaltu.
Ale to detale robią tutaj robotę, za którą płaci się ekstra. Listwa dachowa w kolorze satynowego chromu biegnie wzdłuż linii okien jak idealnie narysowana linia autowa, której sędzia nigdy nie zakwestionuje. U podstawy przednich drzwi znajdziemy logo Roland Garros, wkomponowane w dyskretny wzór krzyżyków. Ma on przypominać architekturę stadionu, choć dla laika wygląda po prostu jak bardzo drogi wzór na torebce Louis Vuitton.
Całość stoi na 18-calowych felgach aluminiowych o wzorze „Ecrou”. Są czarne, diamentowane i mają centralny minikołpak w kolorze szarym „Schiste Satin”. Wyglądają tak dobrze, że aż strach podjeżdżać nimi pod krawężnik, bo każda rysa będzie bolała bardziej niż podwójny błąd serwisowy w finale.
Wnętrze: Mączka, siatka i... inżynieria mody
W środku dzieje się jeszcze więcej. Jeśli myśleliście, że tapicerka w samochodzie może być tylko czarna, szara albo beżowa, Renault ma dla Was niespodziankę. Fotele obite są specyficzną, jasnoszarą tkaniną pochodzącą w 100% z recyklingu – bo przecież musimy ratować planetę, jeżdżąc na tenisa. Materiał ma gęsty, techniczny splot i jest połączony z ażurową siatką na bokach, a na oparciach tworzy wzór przypominający literę „H”. Na oparciach dumnie pręży się tłoczone na gorąco logo Roland Garros, żeby pasażerowie z tyłu (o ile się zmieszczą) wiedzieli, że nie jadą byle czym.
Najciekawszy jest jednak tunel środkowy. Znajdziemy tam matę indukcyjną do ładowania telefonu w kolorze... ceglastym. Tak, dokładnie takim, jak mączka na paryskich kortach. Do tego dochodzą dywaniki z ceglastą lamówką i nakładki progowe ze szczotkowaną aluminium z podświetlanym napisem „Roland Garros Paris”. Deska rozdzielcza również otrzymała specjalną listwę z anodowanego metalu, która świeci w nocy, przypominając neon nad wejściem do ekskluzywnego klubu.
Ale absolutnym hitem, elementem, który sprawia, że albo pokochasz to auto, albo wybuchniesz śmiechem, jest dźwignia zmiany biegów przy kierownicy (tzw. e-pop shifter). W tej wersji ma ona kształt rączki rakiety tenisowej, owiniętej owijką, a na jej końcu znajduje się logo turnieju. To detal tak absurdalny, tak francuski i tak wspaniały zarazem, że nie sposób go zignorować. Za każdym razem, gdy będziesz wrzucać „D”, poczujesz się jak Iga Świątek serwująca asa. To nie jest dźwignia, to berło władzy nad kortem miejskim.
Technologia: Google, Harman Kardon i dużo ekranów
Oczywiście, pod tą tenisową otoczką kryje się nowoczesna technologia, bo samo bycie ładnym w dzisiejszych czasach nie wystarczy (chyba że jest się Alfą Romeo). Wersja Roland Garros bazuje na najwyższym poziomie wyposażenia iconic cinq, więc na pokładzie jest wszystko, co Renault ma do zaoferowania.
Przed oczami kierowcy znajduje się cyfrowy zestaw wskaźników o przekątnej 10,25 cala, który wyświetla wszystko, od prędkości po zużycie prądu, w pięknej, ostrej grafice. Obok niego, centralnie, umieszczono ekran dotykowy o przekątnej 10,1 cala z systemem multimedialnym openR Link. To nie jest byle jaki system, który zawiesza się przy zmianie stacji radiowej. To system oparty na Android Automotive z wbudowanymi usługami Google. Masz Mapy Google, które wiedzą, gdzie są korki i ładowarki, masz Asystenta Google, który rozumie, co do niego mówisz (zazwyczaj), i masz sklep Google Play.
Melomani (i fani odgłosów odbijanej piłeczki) docenią system audio Harman Kardon, który w małej kabinie „piątki” brzmi jak sala koncertowa. A jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to lista systemów jest dłuższa niż regulamin turnieju wielkoszlemowego: od aktywnego tempomatu (i-ACC) z funkcją centrowania na pasie, przez system kontroli martwego pola, aż po asystenta wyjazdu tyłem, który zahamuje, jeśli nie zauważysz nadjeżdżającego auta. Jest nawet system bezpiecznego wysiadania (OSE), który ostrzeże Cię, jeśli w amoku będziesz chciał otworzyć drzwi prosto pod koła nadjeżdżającego rowerzysty.
Napęd, bateria i osiągi: Mały kaliber, duża siła rażenia
Wersja Roland-Garros nie bawi się w półśrodki – jest dostępna wyłącznie z najmocniejszym układem napędowym w gamie, oznaczonym jako „150 KM comfort range”. Sercem tego układu jest silnik elektryczny o mocy 110 kW (150 KM). Co ciekawe, jest to jednostka synchroniczna z uzwojonym wirnikiem, co oznacza brak metali ziem rzadkich w konstrukcji – inżynieryjny ukłon w stronę ekologii i niezależności surowcowej.
Moc ta w samochodzie ważącym (jak na elektryka) rozsądne 1469 kg przekłada się na osiągi, które w ruchu miejskim pozwalają na dominację absolutną. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje równo 8,0 sekundy, ale to moment obrotowy wynoszący 245 Nm, dostępny natychmiastowo, robi największe wrażenie. Prędkość maksymalna została ograniczona do 150 km/h, co jest wartością więcej niż wystarczającą, by stracić prawo jazdy na większości europejskich autostrad.
Kluczowym elementem układanki jest jednak zawieszenie. W przeciwieństwie do wielu konkurentów z segmentu B, którzy z tyłu stosują prostą belkę skrętną, Renault 5 wyposażono w zawieszenie wielowahaczowe na tylnej osi. To rozwiązanie rodem z aut o segment lub dwa wyższych. Dzięki temu „piątka” nie podskakuje na poprzecznych nierównościach jak piłeczka pingpongowa, lecz wybiera je z dojrzałością limuzyny, zachowując przy tym zwinność gokarta w zakrętach. Średnica zawracania wynosząca 10,3 metra czyni z niego idealne narzędzie do walki o miejsca parkingowe.
Bateria, ładowanie i zasięg: Energia na długi set
Pod podłogą znajduje się akumulator litowo-jonowy o pojemności netto 52 kWh. Składa się on z 4 dużych modułów i pracuje pod napięciem 400 V. Według cyklu WLTP, taki zestaw pozwala na przejechanie do 410 km na jednym ładowaniu. W warunkach realnych oznacza to spokojny tydzień jazdy po mieście bez konieczności szukania gniazdka lub solidną wycieczkę pod miasto. Zużycie energii w cyklu mieszanym deklarowane przez producenta to 14,9 kWh/100 km.
Kwestia ładowania została rozwiązana w sposób, który nie przynosi wstydu. Ładowarka pokładowa AC (prądu zmiennego) ma moc 11 kW, co pozwala na pełne naładowanie baterii w 4 godziny i 45 minut – idealnie, by zostawić auto pod biurem. W trasie można skorzystać z szybkiego ładowania DC (prądem stałym) o mocy do 100 kW. Uzupełnienie energii od 15% do 80% zajmuje wtedy 30 minut – akurat tyle, ile trwa przerwa na kawę i szybkie sprawdzenie wyników meczu.
Warto wspomnieć o seryjnej pompie ciepła, która dba o zasięg zimą, oraz o funkcji V2L (Vehicle-to-Load). Dzięki specjalnemu adapterowi samochód może oddawać prąd urządzeniom zewnętrznym. Można więc podłączyć do niego ekspres do kawy, laptopa, a w skrajnym przypadku – maszynę do naciągania rakiet tenisowych.
Ceny: Ile kosztuje ten bilet na kort centralny?
Cena katalogowa Renault 5 E-Tech w wersji Roland-Garros wynosi 158 500 zł. To kwota niemała, pozwalająca na zakup znacznie większych, choć z pewnością nudniejszych samochodów. Jest to jednak cena za styl, unikalność i kompletne wyposażenie – w tej wersji dopłaty wymaga w zasadzie tylko lakier (jeśli nie wybierze się darmowego zielonego pop! w niższych wersjach, choć tu paleta jest inna) czy kabel do ładowania z gniazdka domowego.
Podsumowanie
Renault 5 E-Tech Roland-Garros to samochód, który wymyka się prostej kategoryzacji „opłacalności”. W tabelkach Excela może przegrać z większymi i tańszymi konkurentami z Chin. Ale motoryzacja to nie tylko cyfry. To auto, które kupuje się oczami i sercem. Jest dopracowane technicznie (wielowahaczowe zawieszenie, wydajny napęd), świetnie wyposażone i wykonane z dbałością o detale, które wywołują uśmiech. Dźwignia zmiany biegów w kształcie rączki rakiety czy dywaniki imitujące mączkę to smaczki, za które fani marki i tenisa zapłacą z przyjemnością. To dowód na to, że samochód elektryczny nie musi być bezdusznym sprzętem AGD – może mieć charakter, styl i francuską duszę. Gem, set i mecz dla Renault. Gratulacje!