TEST: Hyundai Tucson 1.6 T-GDI 180 KM 4X4. Motoryzacyjny chichot historii
Hyundai Tucson N Line to samochód pozornie idealny, w którym ewentualne niedogodności wychodzą dopiero po czasie. Największe z nich? Spalanie i nadmiar palcującego się piano black!
Nie przepadam za testami takich aut. Nie chodzi o segment, markę czy jakąkolwiek inną cechę auta. Testując Hyundaia sprzed 15-20 lat miałbym co robić i test wyszedłby „wiarygodny”, bo pełen wytkniętych wad i problemów. Z nowym Hyundaiem Tucsonem w odmianie N Line jest taki problem, że… on tych problemów nie podaje na tacy. Wychwalając auto na lewo i prawo każdy dziennikarz wychodzi na nierzetelnego. Czy tego chce, czy nie.
Jasne, na siłę znalazłbym kilka wad, ale albo mają one swoje kontrargumenty i wytłumaczenia, albo są kwestią gustu i indywidualnych preferencji. O czym mowa?
Ence pence, mam dwie wady w każdej ręce!
Miejmy to za sobą – spalanie i nadmiar plastiku w kolorze fortepianowej czerni. To dwie wady, które towarzyszyły mi każdego dnia i trochę psuły naprawdę świetny obraz koreańskiego crossovera. Silnik 1.6 T-GDI ma przyjemną charakterystykę, kulturę pracy i elastyczność, ale on nigdy nie był dobry w oszczędnościach. Spalanie na poziomie 7,5-9 l/100 w trasie (120-140 km/h) można podnieść, gdy jest większy ruch i kierowca chce nieco więcej dynamiki. W mieście również trudno zejść poniżej 10 l/100 km. Można zrobić i 9 l/100 km, ale gdy jest pusto i jedziemy bardzo ospale. Będzie i 12 l/100 km, gdy będzie popołudniowy ruch i korki. Ale…
I tutaj kontrargument – mamy napęd na cztery koła, automatyczną skrzynię i przyzwoite parametry. Moc 180 KM i moment obrotowy 265 Nm daje niezłe osiągi. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 9 sekund, prędkość maksymalna to 201 km/h, a wspomniany napęd na cztery koła, mimo iż opiera się na sprzęgłach wielopłytkowych i zdecydowanie preferuje przednią oś, daje zdecydowanie więcej trakcji i pewności na śliskiej nawierzchni. Do tego 7-biegowy dwusprzęgłowy automat radzi sobie nieźle i sporadycznie gubi się i poszarpuje (głównie w korkach). Na co dzień, szczególnie w mieście, pomaga trochę 48-voltowa instalacja miękkiej hybrydy, która wygładza działanie systemu Start/Stop i pozwala na żeglowanie z wyłączonym silnikiem np. zjeżdżając ze wzniesienia, ale czy wpływa na spalanie? Raczej niezauważalnie.
Świetnie zaprojektowane wnętrze z nadmiarem błyskotek
W sumie chodzi mi przede wszystkim o nadmiar fortepianowego plastiku na konsoli centralnej i na boczkach drzwi. W sumie w centralnej części mamy całą tablicę palcującego się „piano black”, to samo w okolicy przycisków do zmiany trybu pracy skrzyni biegów i na boczkach, tam, gdzie najczęściej dotykamy. No głupota. To jest ładne gdy jest czyste, nowe, niedotykane. Po pół roku normalnej eksploatacji będzie wyglądało dramatycznie – porysowane, pobrudzone, odbarwione itp. Nie lubię, nie polubię! Poza tym nie mam się do czego doczepić. No może – co związane z połyskującym plastikiem – do dotykowych przycisków w okolicy ekranu do sterowania klimatyzacją i podstawowymi opcjami. Dobrze, że nie zaszyto tego całkowicie w ekranie dotykowym i gąszczu ekranowego menu, ale i tak dotykowe przyciski nie zawsze reagują tak, jak powinny.
Odmiana N Line to wszechobecna czerń z czerwonymi akcentami w postaci szwów i wstawek. Bardzo mi się to podoba i świetnie pasuje do usportowionego charakteru auta. Być może dla niektórych taki mrok w aucie to za wiele, ale mi się bardzo podobało. Odrobine brakowało mi ładnego, ambientowego podświetlenia. Co prawda jest dioda LED w schowku na środku i przy klamkach, której kolor możemy wybrać, ale wygląda to przeciętnie i trochę tanio. Skoro auto prezentuje się z zewnątrz i w środku tak awangardowo, trochę błyskotek w środku by nie zaszkodziło. Poza tym jest przestronnie, wygodnie i ładnie. W testowanym egzemplarzu, oprócz okna dachowego, było chyba wszystko, włącznie z podgrzewanymi i wentylowanymi fotelami, a to wszystko w naprawdę przyzwoitej cenie, ale o tym za moment.
Z zewnątrz? Bez uwag!
Takiego Tucsona brałbym w ciemno! Co prawda na początku nie pasował mi biały lakier, który zbierał drogowy syf z uporem maniaka i nie dał się umyć na bezdotykowej myjni, ale gdy był czysty – rzadko – prezentował się świetnie. Do tego czarny dach, ciemne dodatki i 19-calowe felgi w kształcie płatków śniegu – rewelacja! Gdybym kupował Tucsona, to obowiązkowo z pakietem N Line. Może zamiast białego koloru wybrałbym jednolity szary, który świetnie maskowałby brud w taką porę roku, jaką mamy obecnie, ale poza tym – bez zmian! Doceniam to, że mimo awangardowego i odważnego wyglądu, producent nie przegiął i z tyłu mamy podwójne, ładne i prawdziwe końcówki układu wydechowego. Poza tym drobne akcenty jak atrapa dyfuzora, lotka na dachu z małymi płetwami itp. To wszystko naprawdę wygląda świetnie!


Hyundai Tucson na tle konkurentów
Segment kompaktowych crossoverów pęka w szwach i dosłownie każdy znajdzie tu coś dla siebie. Hyundai Tucson stara się wpisywać w jak najszerszy wachlarz potrzeb, ale nie jest w stanie sprostać wszystkim wymaganiom – to oczywiste. Jedno jest pewne. Koreańska propozycja ma bardzo szeroką ofertę – znajdziemy w niej mnóstwo wersji wyposażenia, silnik o mocy od 150 KM (tradycyjna benzyna) po 265 KM (hybryda plug-in), jest również napęd na cztery koła. Auto mierzy równe 4,5 metra długości i plasuje się mniej więcej w średniej segmentu.
Jeśli ktoś szuka więcej komfortu kosztem sportowych cech, powinien zwrócić uwagę na Citroena C5 Aircross. Cennik startuje od podobnego poziomu, ale tutaj dostaniemy zdecydowanie bardziej komfortowe zawieszenie. Oferta silnikowa jest skromniejsza, bowiem w chwili obecnej obejmuje 130-konną benzynę 1.2 PureTech, silnik wysokoprężny 1.5 BlueHDi o tej samej mocy i 225-konną hybrydę plug-in. Nie ma tu napędu na cztery koła, ale komfortu nie zabraknie. Co ciekawe, auto mierzy również dokładnie 4,5 metra długości.

Blisko 4,7-metrowa Skoda Kodiaq wybija się w segmencie jeśli chodzi o przestrzeń. Można wybrać nawet wersję 7-osobową! Jest napęd na cztery koła, jak również usportowiona odmiana RS z 245-konnym silnikiem 2.0 TSI. Nie znajdziemy tu żadnej hybrydy, ale na wybór wersji wyposażenia nie można narzekać. Po niedawnym liftingu auto zyskało mnóstwo dodatków z zakresu bezpieczeństwa i wsparcia, więc można mówić o bardzo dobrzy wyposażonym aucie rodzinnym. Niestety ceny takich doposażonych wariantów z mocnymi silnikami zdecydowanie przekraczają 200 000 złotych.

Nieco tańszy, ale i mniejszy (4425 mm długości) jest nowy Nissan Qashqai. W ofercie są dwie wersji silnika 1.3 DIG-T – o mocy 140 i 158 KM. Tą słabszą lepiej sobie darować, bowiem oferuje przeciętną dynamikę i elastyczność. Ta mocniejsza jest zdecydowanie przyjemniejsza w odbiorze, szczególnie z bezstopniową przekładnią Xtronic. Taki zestaw oferuje przyjemną, choć na pewno nie sportową dynamikę i komfort jazdy. Auto prezentuje się świetnie i jest nieźle wycenione, ale za topowe odmiany z napędem na cztery koła trzeba zapłacić blisko 180 000 złotych.
Co i za ile?
Hyundai Tucson stratuje z cennikiem od 107 900 złotych i już tutaj, po dokupieniu kilku pakietów możemy cieszyć się komfortowym i nieźle wyposażonym autem. Będzie to wersja z silnikiem 1.6 T-GDI o mocy 150 KM i z manualną skrzynią biegów. Moja testowa odmiana to N Line z silnikiem 1.6 T-GDI o mocy 180 KM i napędem na cztery koła, oczywiście z automatem. Koszt? 165 900 złotych. Dużo? Mało? Wydaje mi się, ze oferta Hyundaia jest naprawdę nieźle ułożona i przemyślana, dzięki czemu każdy znajdzie coś dla siebie. Wersja N Line to oczywiście top, który wygląda świetnie i kusi, ale jeśli ktoś kalkuluje, zapewne zejdzie trochę niżej. Kusi również odmiana hybrydowa 1.6 T-GDI (HEV) o mocy 230 KM, którą można mieć również w bazowej wersji Modern za 137 900 złotych. Możliwości jest mnóstwo!
Ceny wybranych dodatków i opcji:
- Lakier metaliczny lub perłowy – 2900 PLN
- Pakiet oświetlenia LED – 3900 PLN
- Pakiet NAVI z ekranem 10,25 cala – 5500 PLN
- Pakiet SAFETY z monitorowaniem martwego pola itp. – 6300 PLN
- Pakiet LUXURY dla N Line z wentylowanymi fotelami, kamerami 360 itp. – 11 000 PLN
Podsumowanie
Jeździłem wieloma modelami w segmencie kompaktowych i nieco większych SUV-ów. Były samochody wygodniejsze, bardziej przestronne, szybsze i oszczędniejsze, ale trudno znaleźć takiego, który zebrałby większość cech i przy okazji nie kosztował fortuny. Hyundai Tucson w odmianie N Line to być może za wiele dla większości odbiorców, ale wystarczy zejść oczko lub dwa w konfiguratorze i wybrać świetnego crossovera w rozsądnej cenie. Kiedyś nie odważyłbym się tego napisać w stosunku do koreańskiego auta, ale dziś… Polecam!
