TEST: Hyundai Santa Fe 1.6 T-GDI HEV 215 KM 4WD. Ekscentryczny, ale fantastyczny!
Choć Santa Fe od lat cieszył się olbrzymim zainteresowaniem klientów, piąta generacja wprowadziła oczekiwane zmiany, ulepszenia technologiczne i wizualne. Zapraszamy na test
Hyundai Santa Fe to SUV, który od lat cieszy się uznaniem kierowców na całym świecie. W zeszłym roku zadebiutowała jego piąta generacja, wprowadzając szereg znaczących zmian i ulepszeń. Przede wszystkim – wygląd. Porównania do poprzednika, który był łagodny i mocno zaokrąglony, już na starcie nie mają sensu. Po tygodniowym teście wersji Platinum z napędem 1.6 T-GDI HEV 215 KM 4WD już wiem, co bym zmienił.


Hyundai Santa Fe z zewnątrz jest… kontrowersyjny
Może nie jakoś radykalnie dziwny i wzbudzający zamieszanie na ulicy, ale opinie zazwyczaj są dość skrajne. Albo ktoś uważa, że koreańska nowość wygląda świetnie tj. inaczej, że ma to „coś”, inni zaś krzywią się i rzucają dziwnymi określeniami np. karawan itp. Jakie jest moje zdanie? Może nie jestem jakoś specjalnie zachwycony, ale na pewno Hyundai Santa Fe wzbudza raczej pozytywne emocje i uważam, że prezentuje się ciekawie. Przede wszystkim inaczej i za żadne skarby nie powiedziałbym, że to po prostu kolejny duży i nudny SUV na rynku. Co to, to nie!
Nowe i używane samochody Hyundai Santa Fe z finansowaniem
Złośliwi mogliby powiedzieć, że Hyundai Santa Fe wygląda tak, jakby był wykończony siekierą i zaprojektowany przy pomocy ekierki, ale w dobie wymuskanych, gładkich i zaokrąglonych SUV-ów, taka terenowa surowość jest powiewem świeżości. Hyundai słusznie zdecydował się na odważną, kanciastą stylistykę, która nadaje autu masywny i imponujący wygląd. Przód zdominowany jest przez duży grill, który świetnie łączy się z charakterystycznymi światłami do jazdy dziennej w kształcie litery "H". Ten element stylistyczny jest nie tylko nowoczesny, ale również stanowi wyraźne nawiązanie do identyfikacji wizualnej marki Hyundai.

Boczna linia nadwozia jest wyraźnie zaznaczona, z symetrycznymi przetłoczeniami dodającymi dynamiki. Z tyłu uwagę przykuwają światła LED, również w kształcie litery „H”, które podkreślają szerokość pojazdu i nadają mu elegancki charakter. Całość prezentuje się nowocześnie i z pewnością wyróżnia Santa Fe na tle konkurencji, choć nie każdemu ten kanciasty design przypadnie do gustu. Uwagę zwraca również linia boczna i niemal pozioma linia dachu, która przechodzi – praktycznie pod kątem prostym – w klapę bagażnika. Można powiedzieć, że to niemal kontrast do modnych ostatnio SUV-ów coupe z opadającą linią dachu i łagodnie zaznaczoną klapą bagażnika. Miła odmiana! A co znajdziemy w środku?
Wnętrze Santa Fe jest bardzo przestronne i komfortowe
Muszę przyznać, że o ile do stylistyki zewnętrznej można mieć jakieś zastrzeżenia, tak wnętrze to oaza spokoju, komfortu i rewelacyjnego wyposażenia.

Tutaj w zasadzie niczego bym nie zmienił i gdyby wyciszenie podczas szybszej jazdy byłoby lepsze, musiałbym sprawiedliwie przyznać, że to najlepiej zaprojektowany SUV w segmencie. Ale po kolei.
Wnętrze Santa Fe jest nie tylko przestronne, ale również wyjątkowo komfortowe i funkcjonalne. W zależności od wersji, samochód pomieści 5, 6 lub 7 osób. Wersja siedmioosobowa oferuje wystarczająco dużo miejsca dla pasażerów w pierwszych dwóch rzędach, choć w trzecim rzędzie dorośli pasażerowie mogą odczuwać lekki brak przestrzeni na nogi i nad głową, szczególnie podczas dłuższych podróży. Fotele drugiego rzędu są niezwykle wygodne, mają szeroki zakres regulacji, miejsca nad głową jest pod dostatkiem (to ta wspomniana niemal pozioma linia dachu), a zamiast trzeciego rzędu siedzeń mamy niezwykle przepastny bagażnik. W standardowym ułożeniu drugiego rzędu mamy aż 711 litrów, a po złożeniu oparć – 2032 litry. Dodatkowo kanapę możemy przesuwać (dzielona jest w proporcjach 60:40), więc jak ktoś potrzebuje nieco więcej miejsca w bagażniku, a na kanapie przewozi dzieci, może zwiększyć przestrzeń kosztem miejsca na nogi.

Hyundai zadbał również o wysoką jakość materiałów wykończeniowych, stosując miękkie w dotyku tworzywa i skórzane (oczywiście skóra „eko”) elementy. Deska rozdzielcza prezentuje się nowocześnie i elegancko, zdominowana przez duży, 12,3-calowy, zakrzywiony w stronę kierowcy ekran dotykowy systemu inforozrywki. System ten jest intuicyjny w obsłudze i oferuje szeroki zakres funkcji, w tym nawigację, multimedia i łączność ze smartfonem (oczywiście bezprzewodowo). Oprócz tego, do dyspozycji jest oddzielny, 6,6-calowy ekran dotykowy do sterowania klimatyzacją, który umożliwia precyzyjne regulowanie temperatury dla poszczególnych stref w pojeździe. Na szczęście są także przyciski i pokrętła, więc nie wszystkim musimy sterować dotykowo. Obsługa początkowo jest trochę zagmatwana, ale dość szybko możemy dojść do wprawy.


Na liście wyposażenia znajdziemy bezprzewodową ładowarkę do smartfona (w opcji nawet podwójną!), liczne porty USB-C do ładowania urządzeń mobilnych, dodatkowe półki i schowki (aż trzy są zamykane!). W standardzie dostępne są bezprzewodowy Apple CarPlay i Android Auto, umożliwiające integrację smartfona z systemem inforozrywki, system Hyundai Bluelink z aplikacją mobilną, która umożliwia zdalne sterowanie niektórymi funkcjami samochodu, takimi jak blokowanie i odblokowywanie drzwi, sprawdzanie poziomu paliwa etc. W opcji mamy także przyzwoity system audio Bose, który może nie zmienił mojego postrzegania na systemy audio w samochodach, ale umilał dalekie podróże. Naprawdę, czas spędzony w tym aucie był sporą przyjemnością.
Pod maską dość wydajny system hybrydowy…
…choć mógłby być odrobinę bardziej oszczędny. O ile na dynamikę nie mogłem narzekać, trakcja również była niezła (dzięki napędowi na wszystkie koła), tak w mieście trzeba było się liczyć ze spalaniem na poziomie 8-9 l/100 km. W sprzyjających warunkach można zejść w okolice 7,5 l/100 km i wydawałoby się, że jak na tak wielkie i komfortowe auto, to wynik zadowalający, ale… no delikatny niedosyt jest. Przy prędkościach od 70 do 100 km/h spalanie rośnie w okolice 8 l/100 km, natomiast trasa ekspresowa daje wynik ponad 9 l/100 km. Autostrada? Trzaba liczyć co najmniej 10 l/100 km. Winowajcą jest nie tylko masa i wielkość auta, ale i aerodynamika – te ostre i niemal pionowe kształty przedniej części auta wiążą się z większymi oporami powietrza. Tego nie da się przeskoczyć. Przy wyższych prędkościach we znaki daje również hałas. Nie jakoś szczególnie dokuczliwy, ale słyszalnie większy niż w innych autach z tego segmentu. To w zasadzie dwie główne (choć i tak nie dyskwalifikujące) wady tego samochodu. Mógłby trochę mniej palić i być trochę cichszy przy wyższych prędkościach. Poza tym? Bez uwag!

Nie da się ukryć, że Hyundai Santa Fe to samochód, który stawia na komfort i wygodę jazdy. Zawieszenie jest dobrze zestrojone i skutecznie tłumi nierówności nawierzchni, zapewniając płynne i stabilne prowadzenie. Kabina jest dobrze wyciszona i przy niższych prędkościach (tak do ok. 100 km/h) jest naprawdę nieźle, a hałas silnika jest słyszalny tylko przy mocniejszym przyspieszaniu. Układ kierowniczy jest lekki i precyzyjny, co ułatwia manewrowanie tym sporym SUV-em, zarówno w mieście, jak i na trasie. Co prawda w mieście nie jest zbyt zwrotny, ale za to w trasie prowadzenie jest bardzo w porządku. Podczas podróży z Radomia do Łodzi (głównie drogami podmiejskimi i wojewódzkimi) były bardzo kiepskie warunki pogodowe, padał obfity śnieg, drogi były śliskie, ani razu nie poczułem, że Santa Fe sobie nie radzi. Było pewnie i bezpiecznie.
Jak kształtują się ceny Hyundaia Santa Fe?
Wersji Santa Fe jest naprawdę sporo, a sam cennik zamyka się w przedziałach od 199 900 do 299 900 złotych. Różnica pomiędzy skrajnymi wersjami wynosi zatem – bagatela – 100 000 złotych! Bazowa odmiana to wersja Smart z silnikiem 1.6 T-GDI HEV o mocy 215 KM z automatyczną skrzynią 6-biegową (w każdej wersji) i napędem na przednią oś. Będzie to oczywiście wersja 5-osobowa. Najdroższa odmiana to 6-osobowa (z dwoma indywidualnymi fotelami w drugim rzędzie) Calligraphy, która kosztuje 282 900 złotych w wersji HEV lub 299 900 złotych w odmianie PHEV (253 KM) – obie z napędem 4WD. Moja testowana odmiana to Platinum w wersji 5-osobowej z hybrydą HEV, napędem 4WD i automatem w cenie 262 900, czyli taki złoty środek. Świetne wyposażenie, ale bez fanaberii i napędu PHEV. Poza tym w tej wersji już nie ma zbyt wielu opcji do dokupienia, bowiem możemy dołożyć co najwyżej okno dachowe za 5000 złotych, pakiet TECH (podwójna ładowarka indukcyjna, wyświetlacz head-up etc.) za 5000 złotych i opcjonalny lakier za 4000, 6000 lub 9000 złotych.
Hyundai Santa Fe – czy warto?
Nowe Santa Fe to naprawdę udane i dopracowane auto, które wyróżnia się z tłumu innych SUV-ów ciekawą stylistyką, przestronnym wnętrzem i rewelacyjnym wyposażeniem. Konkurencja jest spora, ale jeśli ktoś szuka rodzinnego SUV-a i nie ma jakichś uprzedzeń co do wyglądu, zdecydowanie powinien poznać to auto bliżej.
Jak dla mnie, to jeden z najciekawszych przedstawicieli tego segmentu, który zasługuje na uwagę. Kto wie, może osiągnie sukces rynkowy, bo ma wiele do zaoferowania.