[Rynek samochodów używanych]Używana Tesla Model 3 tanieje. Analiza rynku i prognozy na 2026 rok
Spadek cen używanej Tesli Model 3 i wyhamowanie importu: sprawdzamy, dlaczego używane elektryki tanieją, mimo że rynek wtórny nie jest zalany autami z Zachodu. Prognozy na 2026 rok.
Używana Tesla Model 3 tanieje – czy to sygnał, że rynek wtórny zalewa fala tanich elektryków z Zachodu? Niekoniecznie. Choć ceny ikon elektromobilności spadają, najnowszy raport rejestracji z listopada 2025 roku pokazuje, że import używanych aut z zagranicy wyraźnie wyhamował. Kluczem do tych sprzecznych tendencji jest agresywna polityka cenowa nowych samochodów, rządowe dopłaty oraz… zaskakująca zmiana na szlakach importowych, gdzie Europa ustępuje miejsca Stanom Zjednoczonym. Sprawdź, dlaczego na polskim rynku wtórnym dzieje się teraz tak wiele i co to oznacza dla cen w 2026 roku.
Rollercoaster roku 2025 – od euforii do jesiennych spadków
Aby w pełni zrozumieć obecną sytuację cenową na rynku wtórnym, musimy spojrzeć na pełen obraz kończącego się 2025 roku. Początek był bardzo obiecujący – styczeń przyniósł blisko 6-procentowy wzrost importu, notując najlepsze otwarcie roku od pięciu lat. Przez kolejne miesiące rynek wykazywał odporność na wszelkie zawirowania gospodarcze. Jeszcze we wrześniu zanotowano niewielki wzrost na poziomie 0,2%, a import aut dostawczych bił rekordy nieprzerwanych wzrostów liczby rejestracji przez 27 miesięcy.
Punkt zwrotny nastąpił w czwartym kwartale. Październik przyniósł spadek liczby rejestracji używanych aut z zagranicy o 8,9%, a listopad “przykręcił śrubę”, pogłębiając go do 10,4% – notując przy tym najniższy wynik miesięczny od grudnia 2023 roku i najniższy w listopadzie od 3 lat. Co ważne, październik przerwał także passę nieprzerwanych wzrostów w segmencie używanych aut dostawczych z importu, notując spadek o 4,5% względem 2024 roku. Z kolei październikowy “krach” doprowadził do największego zahamowania w segmencie aut osobowych (-9,4% względem października 2024 roku), a przypomnijmy, że odpowiada on za około 90% całego importu.
Skumulowany wynik po jedenastu miesiącach pokazuje, że marzenia o przekroczeniu miliona sprowadzonych aut w tym roku do Polski stoją pod dużym znakiem zapytania. Dla kupującego oznacza to, że świeżo sprowadzonych aut na placach komisowych w końcówce roku jest mniej, niż zakładano jeszcze w wakacje.
Twarde lądowanie importu w listopadzie 2025 – wyniki raportu rejestracji
Analizując dane IBRM Samar za listopad 2025 roku, trudno o optymizm dla branży importerów. Miesiąc ten zamknął się z liczbą 66 344 zarejestrowanych, używanych aut osobowych i dostawczych z zagranicy, co stanowi spadek aż o 10,4% względem ubiegłego roku. W perspektywie roku (w okresie styczeń-listopad 2025), zarejestrowano łącznie 877 402 aut o dmc do 3,5 tony z importu, co oznacza spadek o 2,1% względem analogicznego okresu w 2024 roku.
Szczególnie dotkliwe spadki widzimy w segmencie aut osobowych, który w samym listopadzie skurczył się o 10,8%, a wiek sprowadzanych aut ustabilizował się na poziomie 12,46 roku. W samej strukturze wiekowej widzimy jednak jedną pozytywną zmianę – w 2025 roku import aut powyżej 10 lat spadł o blisko 19%, podczas gdy grupa aut w wieku 6-10 lat zanotowała wzrost o 13,7%. Polacy szukają więc nieco nowszych pojazdów, choć w kwestii liczb rynek wyraźnie słabnie.
Fałszywy alarm o “powodzi” elektryków
Jeszcze w połowie roku dane z raportów rejestracji mogły sugerować, że elektryczna rewolucja w imporcie przyspiesza. W styczniu import używanych aut elektrycznych (BEV) wystrzelił o blisko 40%, natomiast w maju i czerwcu wzrosty oscylowały wokół 34%. To z kolei zaczęło budować narrację, że Zachód zaczyna masowo wypychać używane elektryki do Polski.
Końcówka 2025 roku brutalnie zweryfikowała i zatrzymała ten trend. Już w październiku, po raz pierwszy w 2025 roku, import używanych elektryków spadł do 562 egzemplarzy, a w listopadzie tendencja ta się utrzymała z wynikiem 494 sztuk. W skali całego roku udział elektryków w imporcie pozostaje marginalny, na poziomie 0,8%, a wzrost w skali roku wynosi zaledwie 0,1 punktów procentowych. Dla porównania, BEV-y niemal toną w morzu importowanych aut benzynowych (60,6% udziału) i diesli (38,4%).
Skąd więc wrażenie, że elektryków jest więcej? Odpowiedź tkwi w rynku nowych aut osobowych, których udział po rekordowym, listopadowym wzroście o ponad 322%, przebił psychologiczną barierę 10%. Niestety, sytuacja nie wygląda już tak dobrze w przypadku importu używanych BEV-ów.
Tesla na huśtawce – Model 3 pod presją nowych cen, Model Y “trzyma gardę”
Mimo niewielkiej skali importu, na rynku widzimy wyraźne przetasowania cenowe, na które wpływ ma tzw. kotwica cenowa nowych egzemplarzy. Używana Tesla Model 3 staje się ofiarą szybkiej utraty wartości. Dane z trzech kwartałów 2025 roku wskazują, że 3-letnie egzemplarze amerykańskiego elektryka potaniały o około 11%, a 5-letnie aż o 23%, spadając do cenowej półki poniżej 100 tysięcy złotych. Aby zrozumieć skalę spadku, musimy wziąć pod uwagę obecną cenę nowej Tesli Model 3, która w wersji standard kosztuje w okolicach 175 tysięcy złotych. Gdy dodamy do tego program rządowych dopłat “”NaszEauto”, oferujący nawet do 40 tysięcy złotych wsparcia, realna cena nowego auta staje się zabójcza dla wycen starszych roczników. Rynek wtórny musi się dostosować, co wymusza korekty.
Zupełnie odmienną dynamikę prezentuje Tesla Model Y. Ten elektryczny SUV stał się fenomenem – mimo, że nowy egzemplarz również jest atrakcyjnie wyceniony (od około 185 tysięcy złotych), popyt na używane egzemplarze jest tak duży, że ceny 3-letnich i 5-letnich aut różnią się zaledwie o 7%. Polski klient głosuje portfelem za funkcjonalnością szczególnie lubianego nadwozia typu SUV-a, ignorując przy tym medialny szum wokół Elona Muska – a zarzut dotyczący “zabijania” swojej marki pojawia się relatywnie często. W tym przypadku rynek wtórny jest znacznie płytszy niż popyt, co pozwala sprzedającym utrzymać wysokie wyceny Tesli Model Y.
Geograficzna rewolucja – USA deklasują Skandynawię
Najważniejszym wnioskiem płynącym z raportów za jedenaście miesięcy 2025 roku jest trwała zmiana szlaków importowych, co paradoksalnie ma ogromne znaczenie dla rynku Tesli. Niemcy, choć nadal dominują w imporcie do Polski z udziałem na poziomie 52,1%, powoli tracą impet. Prawdziwym fenomenem są Stany Zjednoczone.
Już w styczniu USA wskoczyły na podium importerów, zbijając z pozycji trzeciej Belgię, a w kolejnych miesiącach umacniały swoje miejsce, notując regularne, dwucyfrowe wzrosty – jak chociażby 28,8% w lutym. W listopadzie tendencja wzrostowa wciąż jest na bardzo dobrym poziomie, a USA zakończyły miesiąc z wynikiem 69 779 sztuk (za okres styczeń-listopad) i wzrostem o 11,8%. To właśnie zza oceanu płynie do Polski strumień nowszych, często powypadkowych aut – w tym Tesli – które po naprawie oferowane są w cenach nieosiągalnych dla bezwypadkowych egzemplarzy z Europy.
W kontraście do USA stoi upadek kierunku skandynawskiego. Norwegia i Szwecja, niegdyś mekka handlarzy autami elektrycznymi, przez cały 2025 rok notowały drastyczne spadki, regularnie na poziomie -20 do -26%. Źródło zadbanych Tesli od skandynawskich właścicieli wysycha, co sprawia, że rynek wtórny w Polsce polaryzuje się między drogimi autami krajowymi a tańszymi, ale często “po przejściach” samochodami z Ameryki.
“Efekt Chińczyka” i rządowe dotacje
Spoglądając na spadek liczby rejestracji używanych elektryków z zagranicy, nie sposób wspomnieć o najważniejszym – o czynniku cenowym. Wpływ na mały popyt BEV-ów na rynku wtórnym mają przede wszystkim obecne ceny nowych modeli elektrycznych. Wzrost dostępności budżetowych opcji, w połączeniu z hojnymi dotacjami z programu “NaszEauto”, sięgającymi nawet 40 tysięcy złotych, sprawia, że import 2-4 letnich elektryków staje się mniej opłacalny – biorąc pod uwagę także ryzyko związane ze stanem technicznym wybranego auta. Istotną cegiełkę dokładają także tanie, nierzadko elektryczne samochody z Chin, które szturmem przedzierają się na polski rynek, oferując bardzo atrakcyjne finansowanie wraz z imponującą technologią. W październiku 2025 roku auta z Państwa Środka stanowiły już 10% wszystkich rejestracji nowych aut osobowych, co doskonale pokazuje nam, że polscy kierowcy zdecydowanie częściej stojąc przed wyborem egzotycznego modelu a samochodu z rynku wtórnego w tej samej cenie, preferują “chińczyka”.
Prognozy na rok 2026 – trzy filary nowej rzeczywistości
Polski rynek wtorny dojrzewa nie tylko dzięki importowi, ale przede wszystkim dzięki obrotowi wewnętrznemu. W 2024 roku liczba przerejestrowań aut krajowych wyniosła aż 1,3 miliona, a trend ten utrzymuje się również w 2025 roku. Wobec hamującego importu, kluczowym źródłem pewnych, bezwypadkowych aut elektrycznych o znanej historii eksploatacji staną się zwroty z polskich leasingów i flot. Baza zarejestrowanych w Polsce elektryków przekroczyła 118 tysięcy sztuk, a auta kupowane w latach 2022-2023 zaczną trafiać na rynek wtórny w 2026 roku, tworząc zdrową alternatywę dla importu.
Pod koniec roku 2025 widzimy także pierwsze rysy końca ery diesla w dostawczakach, choć w nadchodzących latach “krach” jest jeszcze niemożliwy. Choć import aut dostawczych bił rekordy przez większość roku, a diesel wciąż ma w tym przypadku 99% udziału, końcówka roku przyniosła spadki także w tym segmencie. Rok 2026 może przynieść większe zainteresowanie elektrycznymi dostawczakami do logistyki “ostatniej mili”, zwłaszcza w obliczu rosnącej presji wprowadzania Stref Czystego Transportu.
Elektryczne modele na rynku wtórnym pozostaną pod presją cenową tak długo, jak dostępne będą kluczowe dopłaty z programu NaszEauto, a na rynek szerokim strumieniem będą trafiać budżetowe modele, w tym z Chin. Punktem zwrotnym dla rynku będzie wyczerpanie środków lub całkowite zakończenie programu – wtedy też popyt może gwałtownie wrócić na rynek wtórny, podbijając ceny młodych, używanych elektryków w drugiej połowie roku.