Premiera Mazdy CX-6e – Raport z Oberursel | Nowy Elektryczny SUV 2026
Mazda CX-6e, która oficjalnie wjedzie do europejskich salonów latem 2026 roku, to nie jest kolejny anonimowy elektryk, który wygląda jak wygładzony wiatrem kawałek mydła.
W samym sercu Europy, w niemieckim Oberursel, gdzie Mazda ulokowała swoje centrum badawczo-rozwojowe, na początku grudnia odbył się zamknięty pokaz najnowszego modelu japońskiego producenta. Atmosfera była gęsta od profesjonalnego skupienia, a powietrze pachniało innowacją i drogą kawą. W przeciwieństwie do wielu premier, gdzie dziennikarzy traktuje się jak potencjalnych szpiegów przemysłowych, tym razem obyło się bez konfiskaty telefonów i zaklejania obiektywów, co świadczyło o pewności siebie gospodarzy. I mieli ku temu powody. Mazda CX-6e, która oficjalnie wjedzie do europejskich salonów latem 2026 roku, to nie jest kolejny anonimowy elektryk, który wygląda jak wygładzony wiatrem kawałek mydła.
Design: Kodo wkracza w erę „Soulful Futuristic Modern”

Stojąc twarzą w twarz z CX-6e, trudno nie odnieść wrażenia, że projektanci Mazdy bawią się w innej lidze niż reszta świata. Ich najnowsza interpretacja języka projektowania Kodo, którą marketingowcy górnolotnie nazwali „Soulful Futuristic Modern”, to mistrzowskie połączenie rzeźby i aerodynamiki. Samochód powstał dzięki ścisłej współpracy studiów w Japonii i Europie, co widać w każdym detalu. Front to absolutny popis inżynierii świetlnej – charakterystyczne skrzydło Mazdy nie jest już chromowanym dodatkiem, ale elementem świetlnym, który pulsuje sekwencjami podczas otwierania zamków czy ładowania, tworząc trójwymiarowy spektakl powitalny. Maska jest mocno wyrzeźbiona, a aerodynamiczne wloty powietrza nie są tu tylko na pokaz – kierują strugi powietrza tak, by opór był jak najmniejszy.
Sylwetka auta to hymn na cześć proporcji. Długi na 2902 mm rozstaw osi przy całkowitej długości 4850 mm sprawia, że CX-6e wygląda na auto przyklejone do drogi, gotowe do skoku. Potężne nadkola i wyrzeźbione boki chwytają światło w sposób, który sprawia, że samochód wydaje się być w ciągłym napięciu. Całość dopełniają smukłe, cyfrowe lusterka boczne typu „shark-fin” oraz wloty powietrza ukryte w „pływających” słupkach D, które mają za zadanie wyciszyć szum opływającego wiatru. Zaprezentowany egzemplarz pokryto lakierem Nightfall Violet – głębokim fioletem, który w zależności od kąta padania światła mieni się jak nocne niebo lub wpada w niemal czarną otchłań. To kolor dla ludzi, którzy mają dość szarej rzeczywistości. Całość osadzono na potężnych, 21-calowych felgach o wzorze podwójnych ramion, które szczelnie wypełniają nadkola, dodając sylwetce atletycznego charakteru.

Rodowód: Japońska dusza w chińskim ciele
Nie ma sensu ukrywać słonia w salonie (nawet jeśli ten słoń jest elektryczny i bardzo cichy). Mazda CX-6e to owoc bliskiej kooperacji z chińskim koncernem Changan, z którym Japończycy współpracują od ponad dwóch dekad. W dzisiejszych realiach rynkowych takie partnerstwa często kończą się tzw. „inżynierią znaczka”, gdzie europejskie lub japońskie logo ląduje na generycznym produkcie z Państwa Środka. Tutaj jednak sytuacja wygląda zgoła inaczej. Mazda wzięła technologię partnera, a następnie zamknęła swoich inżynierów i stylistów w studiu, nie wypuszczając ich, dopóki nie stworzą czegoś, co wygląda jak Mazda, pachnie jak Mazda i ma jej charakter. Stylistycznie wykonano tu tytaniczną pracę. Patrząc na muskularne nadkola i eleganckie linie nadwozia, trudno uwierzyć, że to auto ma jakiekolwiek DNA wspólne z masową produkcją. To dowód na to, że nawet korzystając z cudzych klocków, można zbudować autorską katedrę, o ile architekt ma wizję i talent.
Wnętrze: Japońska filozofia pustki i luksusu

Po zajęciu miejsca w środku uderza nas koncepcja „Ma” – japońska filozofia celebrująca piękno pustej przestrzeni. Nie oznacza to jednak, że w środku nic nie ma. Wręcz przeciwnie, jest tam wszystko, czego potrzeba, ale podane w formie, która uspokaja, a nie przytłacza. Materiały wykończeniowe to małe dzieła sztuki: srebrzyste, półmatowe akcenty, szczotkowana skóra ekologiczna i błyszczące wykończenia konsoli centralnej tworzą atmosferę ekskluzywnego salonu. Przez całą szerokość deski rozdzielczej biegnie podświetlana listwa w kształcie skrzydła, która optycznie poszerza i tak już obszerne wnętrze. Poczucie przestronności potęguje panoramiczny dach o powierzchni ponad jednego metra kwadratowego, wykonany ze szkła odbijającego promienie UV, który zalewa kabinę naturalnym światłem.
Mazda postawiła na gościnność w stylu „Omotenashi”. Samochód wyczuwa zbliżający się kluczyk i rozpoczyna ceremonię powitania: klamki wysuwają się z nadwozia, lusterka rozkładają, a fotel kierowcy odsuwa się o 100 mm, by ułatwić wsiadanie, po czym wraca do zapamiętanej pozycji. Przestrzeń jest tu zresztą towarem, którego nie brakuje. Dzięki specyficznie wyprofilowanym oparciom przednich foteli i płaskiej podłodze, pasażerowie z tyłu mają do dyspozycji niemal metr miejsca na nogi. To poziom komfortu, który pozwala zapomnieć o trudach podróży, nawet jeśli ta podróż odbywa się w korku na obwodnicy.
Technologia: Machanie rękami i ekran kinowy
Centrum dowodzenia to asymetryczny, ultraszeroki ekran o przekątnej 26 cali, który rozciąga się od środka konsoli aż przed pasażera. Jego rozdzielczość 5K (201 pikseli na cal) sprawia, że obraz jest ostry jak brzytwa, a specjalna powłoka eliminuje odblaski, więc nawet w pełnym słońcu wszystko jest czytelne. Układ typu dual-split pozwala pasażerowi zarządzać multimediami bez rozpraszania kierowcy, który w tym czasie korzysta z dużego wyświetlacza head-up na szybie. System audio z 23 głośnikami to gratka dla audiofilów, ale rodzice docenią inną funkcję: głośniki w zagłówkach przednich foteli. Pozwalają one kierowcy słuchać komunikatów nawigacji lub rozmów telefonicznych, nie zakłócając snu pasażerów z tyłu.
Mazda postanowiła też zrewolucjonizować sposób, w jaki wydajemy polecenia samochodowi. Oprócz zaawansowanego sterowania głosowego, które reaguje na hasło „Hey Mazda” i pozwala zmieniać kolory oświetlenia ambientowego (a jest ich 256), mamy do dyspozycji sterowanie gestami. I tutaj zaczyna się zabawa. Samochód rozpoznaje siedem gestów dłoni. Kciuk w górę może włączyć muzykę, zaciśnięta pięść wyznaczy trasę do pracy (pięść i praca – czyżby szef był gburem?), a zrobienie palcami znaku „V” sprawi, że kamera wewnątrz auta zrobi nam zdjęcie. To brzmi jak gadżet, ale w praktyce może okazać się szybsze niż przekopywanie się przez menu, o ile tylko nie będziemy wyglądać przy tym jak dyrygent, który zgubił batutę.
Warto też wspomnieć o cyfrowych lusterkach bocznych, które w wersji Takumi Plus są standardem. Zamiast tradycyjnego szkła mamy kamery, a obraz wyświetlany jest na ekranach OLED wewnątrz drzwi. Mazda twierdzi, że poszerza to pole widzenia o 30% i poprawia widoczność w deszczu czy po zmroku. W połączeniu z cyfrowym lusterkiem wstecznym, które może przełączać się między trybem klasycznym a obrazem z kamery, CX-6e oferuje poziom świadomości sytuacyjnej godny nowoczesnego myśliwca. Co prawda ja wciąż nie przekonałem się do cyfrowych lusterek m.in. w Audi czy Lexusie, ale kto wie, może Mazda zrobiła to lepiej?
Pod maską (i podłogą): Radość z tylnego napędu
Choć była to prezentacja statyczna, specyfikacja techniczna zwiastuje emocje. Mazda CX-6e to samochód tylnonapędowy, co w świecie zdominowanym przez nudne, przednionapędowe crossovery jest powiewem świeżości. Silnik elektryczny o mocy 258 KM generuje 290 Nm momentu obrotowego, co pozwala rozpędzić to niemałe auto do setki w 7,9 sekundy. Prędkość maksymalna to 185 km/h. Nie są to osiągi, które oderwą twarz od czaszki, ale zapowiadają płynną, dynamiczną jazdę, zgodną z filozofią Jinba Ittai – jedności jeźźca z koniem.
Energię dostarcza bateria litowo-żelazowo-fosforanowa (LFP) o pojemności 78 kWh. To solidny wybór, gwarantujący trwałość i bezpieczeństwo. Zasięg według normy WLTP to 484 km dla wersji na 19-calowych kołach. A gdy prąd się skończy? Mazda obiecuje ładowanie DC z mocą do 195 kW, co pozwala uzupełnić energię od 10 do 80% w zaledwie 24 minuty. Ładowarka pokładowa AC o mocy 11 kW to standard, który pozwoli na wygodne ładowanie w domu czy biurze. Nie są to dane, które jakkolwiek imponują i brakuje mi nieco większej baterii w połączeniu z napędem na cztery koła i mocą w okolicach 300 KM, ale kto wie, może Mazda pokaże coś jeszcze w przyszłości.
Dynamika i praktyczność: Strojona pod Europę
Inżynierowie z centrum w Oberursel spędzili mnóstwo czasu, dopieszczając układ jezdny. Zawieszenie (kolumny MacPhersona z przodu i wielowahacz z tyłu) zostało zestrojone tak, by sprostać wymaganiom europejskich dróg i kierowców, którzy lubią czasem pojechać szybciej w zakręcie. Układ kierowniczy ma zaledwie 2,55 obrotu między skrajnymi położeniami, co sugeruje wysoką precyzję i bezpośredniość prowadzenia. Do dyspozycji mamy trzy tryby jazdy: Normal, Sport i Individual, które zmieniają charakterystykę pedału przyspieszenia, siłę rekuperacji (dostępne cztery poziomy) oraz opór kierownicy. Mazda zapewnia też, że inżynierowie popracowali nad wyczuciem pedału hamulca, by przejście między hamowaniem regeneracyjnym a mechanicznym było niewyczuwalne – co jest piętą achillesową wielu elektryków, szczególnie z Kraju Środka.
Pod względem praktycznym CX-6e również nie rozczarowuje. Bagażnik ma pojemność 468 litrów, a po złożeniu oparć kanapy (dzielonej w proporcjach 40:60) uzyskujemy płaską podłogę i 1434 litry przestrzeni. Dodatkowo pod maską z przodu znajduje się „frunk” o pojemności 80 litrów – idealne miejsce na kable ładowania, które zazwyczaj walają się po bagażniku. Co ważne dla wielu użytkowników, auto może ciągnąć przyczepę o masie do 1500 kg, co w klasie elektryków wcale nie jest oczywistością. Całość dopełnia armia asystentów bezpieczeństwa i 9 poduszek powietrznych, w tym centralna poduszka między przednimi fotelami. Mazda CX-6e to dowód na to, że elektryfikacja nie musi oznaczać nudy i wyrzeczeń, a samochód na prąd może mieć duszę – nawet jeśli jest ona zasilana z gniazdka.
Ceny i dostępność: Atak na portfele (w pozytywnym sensie)
Polski oddział Mazdy odkrył wreszcie karty i trzeba przyznać, że jest to mocne rozdanie. Ceny na polski rynek prezentują się następująco:
- Wersja Takumi (258 KM, RWD, 78 kWh) startuje od 206 100 zł.
- Bogatsza odmiana Takumi Plus (258 KM, RWD, 78 kWh) została wyceniona na 219 000 zł.
Biorąc pod uwagę, że mówimy o potężnym, tylnonapędowym SUV-ie o długości blisko 5 metrów, z solidnym zasięgiem i bogatym wyposażeniem, jest to oferta, która może przyprawić konkurencję o ból głowy. Pierwsze egzemplarze pojawią się w polskich salonach latem 2026 roku, co daje potencjalnym klientom czas na przygotowanie miejsc w garażach (i na kontach).
Podsumowanie: Dusza w maszynie (elektrycznej)
Mazda CX-6e to coś więcej niż kolejny SUV na prąd, który ma po prostu spełniać normy emisji spalin i dowozić dzieci do szkoły. To ambitna próba przeniesienia tradycyjnych wartości marki – designu chwytającego za serce i radości z prowadzenia – do epoki, w której królować mają algorytmy i baterie. Choć produkcja odbywa się w Chinach we współpracy z partnerem Changan, to europejskie DNA jest tu wyczuwalne na każdym kroku – od specyficznego strojenia zawieszenia po pieczołowite wykończenie wnętrza.
Oczywiście, sterowanie gestami może wydawać się gadżetem rodem z filmów science-fiction klasy B, a 26-calowy ekran to ukłon w stronę pokolenia, które nie potrafi oderwać wzroku od wyświetlacza. Jednak pod tą cyfrową warstwą kryje się klasyczna, solidna inżynieria: tylny napęd, precyzyjny układ kierowniczy i zawieszenie wielowahaczowe. Jeśli obietnice inżynierów z Oberursel znajdą pokrycie w rzeczywistości, latem 2026 roku na europejskie drogi wyjedzie jeden z najciekawszych elektryków ostatnich lat. Taki, który nie jest tylko bezdusznym sprzętem AGD do przemieszczania się z punktu A do B, ale maszyną, za którą można się obejrzeć na parkingu. A w segmencie elektrycznych SUV-ów to wciąż komplement najwyższej próby.