PIERWSZA JAZDA: Nissan Ariya 87 kWh 242 KM. Kolejne miłe rozczarowanie!
Nissan Ariya wyznacza nowy kierunek dla producenta. Choć to nie pierwszy elektryczny samochód w jego ofercie, na pewno najbardziej konkurencyjny.
Czasami mam wrażenie, że producenci przykładają o wiele większą wagę do samochodów elektrycznych niż spalinowych. Wiem, takie czasy, nic odkrywczego. Ale trudno pozbyć się odczucia, że większość nowych, stworzonych od podstaw samochodów elektrycznych to dla wielu marek niemal nowy początek, nowa jakość i zupełnie inna liga. Przykładem jest między innymi nowy Nissan Ariya, który rozbudzał ciekawość już od dawna. Niedawno miałem okazję się nim przejechać i ogólne wrażenie jest rewelacyjne!


Samochód elektryczny nie jest dla Nissana niczym nowym, bowiem od wielu lat w ofercie jest model Leaf, ale na litość, on nie ma startu do nowej Ariyi (Aryii? Aryji? Aryyi?). Swoją drogą – ciekawa nazwa, której odmiana jest trudna do wymówienia, a co dopiero do napisania. Napisać można jednak to, że od dawna czekałem na pierwsze jazdy i jak zobaczyłem auto na prezentacji statycznej jakiś czas temu w Warszawie, wówczas byłem w sporym szoku.
Szok zelżał, ale dobre wrażenie pozostało!
Tak, wywołany wtedy szok z biegiem czasu mocno wyblakł. W międzyczasie jeździłem wieloma ciekawymi i równie intrygującymi elektrykami m.in. Kią EV6 czy Hyundaiem Ioniq 5, więc wrażenie wywołane przez Nissana Ariya lekko się sprało, ale nie na tyle, aby podejść do pierwszych jazd rutynowo. Trochę szkoda, że nie było nam dane jeździć topową, ponad 300-konną odmianą z napędem na cztery koła e-4ORCE, ale na wszystko przyjdzie pora. Do dyspozycji dostaliśmy dwie wersje tj. skromniejszą Advance z baterią 63 kWh oraz topową Evolve z baterią 87 kWh. Oprócz pojemności baterii, różnica jest także w mocy – odpowiednio 218 oraz 242 KM.

Warto zaznaczyć, że różnica w mocy wcale nie wpływa na osiągi czy też zużycie energii. To raczej różnica, która ma zrekompensować różnicę w masie, więc zużycie energii i przyspieszenie w obu przypadkach jest identyczne tj. okolice 20 kWh/100km w cyklu mieszanym oraz przyspieszenie od 0 do 100 km/h w około 7,6 sekundy. Prędkość maksymalna to 160 km/h. Jeśli już jesteśmy przy silniku i parametrach, przyśpieszenie przy prędkościach miejskich jest naprawdę przyjemne i mocno „elektryczne” tj. natychmiastowe i z sugestywnym klepnięciem w plecy. Mimo przedniego napędu, auto nie traci trakcji i sprawnie się napędza już od najniższych prędkości bez dokuczliwej ingerencji ze strony systemów bezpieczeństwa. A jak zasięg?

Wersja z mniejszą bateria powinna przejechać około 400 kilometrów, podczas gdy większa bateria pozwoli na przejechanie około 520 kilometrów. Podczas testów jeździliśmy w bardzo zróżnicowanych warunkach w okolicach Kołobrzegu, głównie drogami bocznymi, dość krętymi i wyboistymi. Średnie zużycie energii oscylowało w okolicach 20 kWh/100km, ale gdy się postarałem, udało się zejść poniżej 18 kWh/100km. Raczej przeciętne i mało zadziwiające wyniki, ale z drugiej strony mamy do czynienia z dużym (blisko 4,6 m długości) i ciężkim (około 2 tony masy własnej) crossoverem, więc nie mam z tym większego problemu.
Świetne prowadzenie i komfortowe odczucia

Pierwsze kilometry przejechałem dość niepewnie – nie mogłem wyczuć układu kierowniczego. O ile ten układ nie wywarł na mnie najlepszego pierwszego wrażenia, tak zawieszenie mnie urzekło. Z jednej strony dość jędrne i dające sporo informacji zwrotnych z drogi, z drugiej komfortowe i świetnie wybierające drobne nierówności. Co więcej, kultura pracy „zawiasu” zasługuje na największe pochwały, bo mimo 20-calowych felg, słusznej masy, nawet większe wyrwy w drodze, a w okolicach Kołobrzegu takich tras nie brakuje, nie wywoływały żadnych niepożądanych dźwięków. Wiele razy widząc dziurę w drodze, gdy było już za późno na reakcję, przymykałem oczy i zaciskałem zęby w oczekiwaniu na mocne łupnięcie i… nic strasznego się nie działo. W tej materii Ariya spisuje się fantastycznie.

Z układem kierowniczym również nie jest źle, ale mam wrażenie, że jest ono nieco zbyt gumowe i nie daje kierowcy zbyt wielu informacji. Z drugiej strony nawet w dość szybko pokonywanych łukach nie musiałem robić żadnych korekt, auto nie było nerwowe i bardzo posłusznie reagowało na komendy wydawane kierownicą. Przyśpieszenie w zakręcie? Lekka podsterowność i od razu wyprowadzenie na zadaną linię przejazdu. Tu również byłem miło zaskoczony, choć nie mogłem pozbyć się dziwnego wrażenia, że układ kierowniczy jest nieco zbyt syntetyczny. No ale nie oczekujmy sportowego prowadzenia od dużego SUV-a z napędem elektrycznym. Reasumując, układ kierowniczy, napędowy i zawieszenia – jak najbardziej na plus!
Mnóstwo przestrzeni i świetne wykończenie
Podczas kilkugodzinnej jazdy testowej od razu polubiłem się z tym autem i poczułem się w nim pewnie i komfortowo. Nie jest tak zawsze i czasem zdarza się, że nawet po kilkudniowym teście coś mi nie pasuje. Tu było zupełnie inaczej i przyznam, że nie mogę się doczekać pełnego testu. Jeździłem głównie odmianą Evolve z dużą baterią, a więc niemal topowym wariantem (jest jeszcze e-4ORCE, ale on różni się tylko napędem i mocą). Co mnie urzekło?
Panel dwóch ekranów jest czytelny, ale nie jestem wielkim fanem tabletowych rozwiązań. Na szczęście system jest czytelny i bardzo atrakcyjny wizualnie, więc za to plus. Kolejne plusy należą się za materiały i projekt wnętrza. Owszem, jest sporo tworzyw sztucznych, ale są one ładnie narysowane i dobrze spasowane. Urzekają za to przyciski dotykowe „zatopione” w drewnie na konsoli centralnej i środkowej. Gdy jest ciemno, prezentują się fantastycznie. Owszem, nie są zbyt ergonomiczne bo dość trudno je wyczuć bez patrzenia, ale skoro muszą być dotykowe, to chociaż niech będą ładne. Nissanowi się to udało!
Nie zabrakło również wielu praktycznych rozwiązań tj. schowek na okulary czy też szuflada wysuwana z konsoli centralnej. W wersji Evolve jest ona sterowana elektrycznie za pomocą dedykowanych przycisków, a w niższej odmianie Advance, za pomocą tradycyjnego przycisku i systemu sprężyna/zawias. Moim zdaniem elektryczne otwieranie to trochę przerost formy nad treścią, ale cóż – wygląda fajnie. Jest także przesuwana konsola środkowa, również elektrycznie, oraz wirtualne lusterko wsteczne (włączane przełącznikiem). Podobne rozwiązanie spotkałem w Renault Megane. Zresztą zarówno Renault Megane, tak samo Nissan Ariya jest dla swojej marki pewnym skokiem jakościowym i zupełnie inną bajką. Oba auta bardzo mi się podobały i czekam z niecierpliwością na kolejne modele, o ile będą tak dobrze zaprojektowane.

Nissan Ariya. Ceny i wyposażenie
Wiadomo – tanio nie jest. Nissan Ariya startuje w Polsce od ceny 209 900 złotych za odmianę Advance z baterią 63 kWh i mocą silnika 218 KM. Jeśli zechcemy większą baterię i wyższe wyposażenie Evolve, to cena wzrośnie do 259 900 złotych. Odmiana e-4ORCE z napędem na cztery koła i dwoma silnikami o mocy 306 KM kosztuje 286 900 złotych. A co znajdziemy w topowej wersji Evolve?
- Wyświetlacz przezierny Head-Up
- System audio BOSE z 10-cioma głośnikami i funkcją odbioru sygnału cyfrowego DAB
- Wentylowane (podgrzewane i chłodzone) fotele przednie z pamięcią ustawień
- Podgrzewane fotele tylne (dwa skrajne miejsca)
- Panoramiczne okno dachowe (częściowo elektrycznie otwierane) z zasłoną
- Elektrycznie sterowana konsola centralna z pamięcią ustawień
Fakt, jest drogo, ale praktycznie niczego konkretnego już dołożyć się nie da. Pozostaje tylko kwestia wyglądu, a więc dopłacimy praktycznie tylko za:
- Lakier metalizowany/perłowy z czarnym dachem – 5 900 PLN
- Skórzana tapicerka – 7 000 PLN
- Stylizowane nakładki – ok. 4 700 PLN
Nie ma tego wiele, ale w cenniku wszystkie elementy są jeszcze niedostępne i zapewne wiele gadżetów pojawi się z biegiem czasu.
Podsumowanie
Ariya jest świetna i chętnie sprawdzę ją podczas dłuższego testu. Kilka godzin to nieco za mało, żeby poznać auto, ale propozycja Nissana zdążyła mnie do siebie przekonać. Nie podoba mi się jedynie ciemnozielony kolor, który dopiero w mocnym słońcu odkrywa swoje zalety – przez większość czasu jest praktycznie czarny, a tak ciemny kolor nie pasuje do tego auta. Wolałbym też dopłacić do wersji Evolve, bo ona odkrywa fantazje projektantów. Jest drogo, ale cóż – nie jest to auto dla większości użytkowników. Zresztą jak większość nowych aut obecnie…