PIERWSZA JAZDA: Alfa Romeo Tonale 1.5 Hybrid VGT 160 KM. Warto było czekać?
Przetestowaliśmy nową Alfę w przepięknym krajobrazie włoskiego Como. Alfa Romeo Tonale to jeszcze nie gamechanger w ofercie marki, ale na pewno milowy krok w jej historii.
Nie będę udawał, że jestem wielkim miłośnikiem Alfy Romeo. Bardzo lubię tę markę, ale nie jestem wyznawcą. Mimo to z pewnym rozrzewnieniem wspominam modele, które odeszły tj. 4C, 8C, Giulietta czy nawet MiTo. Obecnie do skromnej oferty Giulii i Stelvio dołączył nowy gracz – Tonale. Czy warto było czekać?

Nie jest to na pewno punkt zwrotny w historii marki i nowy początek, ale z pewnością pierwszy, bardzo znaczący krok w dobrym kierunku. To również dowód na to, że marka znów się rozwija i pod skrzydłami Stellantis ma szansę na naprawdę dobrą przyszłość. Może nie jest to materiał na konkurenta dla BMW, Audi czy Mercedesa – nie ten budżet i możliwości – ale widmo upadku i zepchnięcia na margines na szczęście odeszło.
Alfa Romeo Tonale kazała na siebie długo czekać…
Gdy wszyscy już oczekiwali z wypiekami na twarzy premiery, która miała odbyć się jesienią zeszłego roku, szef marki Jean-Philippe Imperato zaciągnął ręczny i przesunął premierę o kilka miesięcy, a wszystko po to, aby być pewnym nowego auta. Jak sam powiedział na prezentacji, chce, aby Alfa Romeo przestała być kojarzona z piękną tandetą, ale autami solidnymi i godnymi zaufania. Swoją drogą to niesamowity i otwarty człowiek, który jest na każdym ważnym dla marki wydarzeniu i osobiście wymienia z dziennikarzami spostrzeżenia co do modelu, słucha uwag, wskazówek czy krytyki.
Poza tym wspomniał, że jego ojciec bardzo kochał Alfę Romeo, ale zawsze powtarzał, że jeśli chce mieć jedną, musi kupić dwie… drugą na dawcę organów. To trochę gorzki żart, ale jakże prawdziwy. Czy stereotypy tego typu i żarty o tym, że w komplecie powinna być laweta, znikną? Być może. Technologia Stellantis i zupełnie inne czasy wskazują, że jest na to szansa. A czy nowa Tonale to obiecuje? Z pewnymi uwagami – owszem.
Warto było czekać? Pewnie!
Każda premiera Alfy Romeo to ogromne wydarzenie, niemal jak premiera nowego filmu wybitnego reżysera, który nie kręci filmów w ilościach hurtowych, ale jak już coś zrobi, to jest to arcydzieło. No dobrze, mówienie o Tonale „arcydzieło” to przesada, ale muszę przyznać, że auto – jak na ten dość specyficzny segment – jest naprawdę ładne. Trzeba również pamiętać, że samochód powstał na płycie podłogowej Jeepa Compassa i ma taki sam rozstaw osi (2636 mm), a jak wiemy, Jeep ma diametralnie inny charakter. Poza tym ma również zupełnie inną ofertę silnikową, ale o tym za chwilę.

Jak zerkniemy na wymiary Jeepa Compassa i Alfy Romeo Tonale, a w szczególności na długość zauważymy, że różnica jest spora. To ponad 12 centymetrów na korzyść Tonale i to widać. Włoski model ma dość długie zwisy – 951 mm z przodu i 941 mm z tyłu. O ile tylny zwis mi nie przeszkadza, tak nieco wydłużony przód, szczególnie z profilu, wygląda nieco dziwnie. Nie twierdzę, że to brzydkie auto, nic z tych rzeczy, ale ten wydłużony jak dziób łódki przód z profilu wygląda niespecjalnie. Ale rozumiem, że inżynierowie musieli dogadać się ze stylistami i upchnąć obie myśli na gotowej platformie – to trochę ogranicza.
Ale cóż, skoro to jest cena powstania nowej Alfy Romeo, przymknę na to oko. Poza tym auto jest po prostu ładne, a w testowanym zielonym kolorze z pięknym, nieco cukierkowym połyskiem i tradycyjnymi felgami a’la tarcza telefonu, prezentowało się wyśmienicie we włoskim słońcu. Akurat mogłem jeździć tym autem w okolicach włoskiego Como, po wąskich, górskich trasach i sennych wioskach wokół jeziora, więc dodatkowo udzielał mi się nieco melancholijny nastrój. Jasne, wolałbym tam jeździć jakimś pięknym coupe bez dachu ze znaczkiem Alfy, ale cóż – jeśli się nie ma, co się lubi…

Wnętrze również przypadło mi do gustu i tutaj już bardziej było czuć klimat Alfy. Jeśli ktoś uważa, że Alfa z nadwoziem typu crossover to profanacja, we wnętrzu nie powinien narzekać. Ja trochę narzekałem na jakość spasowania, od czasu do czasu z różnych miejsc dobywały się piski i inne nieprzyjemne, choć na szczęście ciche dźwięki, ale na każdym kroku zapewniano mnie, że do testów dostaliśmy egzemplarze przedprodukcyjne. Ostateczne modele, które wyjadą do klientów będą już bez tego typu wad. Chętnie to sprawdzę.
Niby jak Jeep, ale jednak nie…
I bardzo dobrze! Bardzo obawiałem się, że platforma z Compassa sprawi, że Tonale będzie trochę leniwe i rozlazłe na zakrętach. Na szczęście bardzo się myliłem i na wymagających włoskich serpentynach włoska nowość bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Jak na crossovera, który ma być autem uniwersalnym, Tonale prowadzi się świetnie! Zawieszenie jest jędrne, sprężyste, układ kierowniczy dość bezpośredni, ale nie męczący. Nie czułem również sztuczności, choć w trybie N oraz A (są trzy tryby jazdy D, N i A… jak DNA Alfy Romeo) układ kierowniczy mógłby być odrobinę cięższy. W trybie D było świetnie, choć na dłuższą metę mogłoby męczyć, ale w trybie N chciałbym 75% tego, co w D. Tryb A może być lekki jak piórko, bo i tak bym z niego nie korzystał – skrzynia biegów i reakcja przepustnicy w tym trybie to rzymski dramat.
Na chwilę obecną w ofercie jest tylko jedna wersja silnikowa tj. 1.5 Hybrid o mocy 130 KM, ale ja jeździłem mocniejszą, 160-konną wersją 1.5 Hybrid VGT. Do dyspozycji kierowcy jest moment obrotowy na poziomie 240 Nm. Warto wspomnieć, że jest to system miękkiej hybrydy tj. połączenie turbodoładowanej jednostki z 7-biegową dwusprzęgłową skrzynią biegów Alfa Romeo TCT oraz 48-woltowym silnikiem elektrycznym „P2” o mocy 15 kW i 55 Nm (135 Nm dzięki przełożeniu 2,5:1). Pojemność akumulatora trakcyjnego to 0,8 kWh, a więc dość sporo i przyznam, że to dało się wyczuć. Miękka hybryda z taką baterią pozwala na poruszanie się w trybie zeroemisyjnym nawet na dystansie kilkudziesięciu metrów np. snując się w korku, a np. zjeżdżając ze wzniesienia można przejechać naprawdę słuszny dystans z wyłączonym silnikiem.
Trudno ocenić spalanie, bowiem trasa testowa miała sporo powyżej 100 kilometrów i prowadziła bardzo zróżnicowanymi drogami, głównie w górskich okolicach, a więc przewyższenia były dość znaczące. Podczas dynamicznej jazdy po krętych drogach spalanie przekraczało 8-9 l/100 km, ale spokojne snucie się po sennych miasteczkach oznaczało spadek spalania do 5-6 l/100 km. Na dokładne testy spalania trzeba więc poczekać do pełnoprawnego testu.
Alfa Romeo Tonale i skromny cennik

Skromny w objętości, bo na pewno nie w wartości. Obecnie Alfa Romeo Tonale dostępna jest tylko w jednej wersji Edizione Speciale, którą wyposażono w silnik 1.5 T4 GSE Hybrid o mocy 130 KM. Auto w takiej konfiguracji kosztuje 180 000 złotych, ale jest to wersja wyposażone niemal „pod korek”. A co znajdziemy na pokładzie? Będą to m.in.:
- 20-calowe felgi aluminiowe;
- czerwone zaciski hamulcowe Brembo;
- matrycowe reflektory adaptacyjne Full-LED;
- przyciemniane tylne szyby;
- aluminiowe łopatki do zmiany biegów;
- bezkluczykowy dostęp;
- automatycznie otwierana klapa bagażnika;
- system info-rozrywki z ekranem o przekątnej 10,25 cala;
- bezprzewodowy interfejs Apple CarPlay/Android Auto oraz bezprzewodowa ładowarka;
- sportowa kierownica skórzana;
- inteligentny tempomat adaptacyjny;
- przednie i tylne czujniki parkowania oraz kamera cofania.

W sumie trudno oczekiwać czegoś więcej i ta cena jest w pewnym sensie uzasadniona, ale trochę smuci fakt, że pod maską jest tylko 130 KM… Zdecydowanie polecam odmianę 160-konną, która naprawdę nieźle radzi sobie z tym autem, a spragnieni mocy muszą poczekać do przełomu 2022/2023 – wtedy pojawi się odmiana hybrydowa plug-in o mocy 275 KM. Kto wie, może nawet w odmianie Quadrifoglio?
Podsumowanie
Bardzo cieszę się z nowego modelu Alfy Romeo. Ja wiem, że to nie jest to, na co czekali fani, ale cierpliwości. Być może będzie tak, jak kiedyś z Porsche, gdy w ofercie pojawił się model Cayenne? Wszyscy narzekali, ale dzięki takiemu posunięciu, dziś nadal mamy 911 i Caymana w ciekawych odmianach. Kto wie, może za kilka lat doczekamy się Giulii kombi albo jakiegoś sportowego coupe?