NA TORZE: Audi RS e-tron GT 598 KM. Pędząca bazylika!
Rozpędzanie się od 0 do 100 km/h w trybie Launch Control, raz za razem, potrafi zmęczyć. Szczególnie, gdy jesteś tuż po obiedzie. W czasie 3 sekund jesteś wgnieciony w fotel i czujesz, jak średnio wysmażony stek w towarzystwie ziemniaczków odzyskują funkcje życiowe i wdrapują się na szczyt twojego układu pokarmowego. W Audi Driving Experience Center nauczyłem się wielu nowych rzeczy.
Chodzi nie tylko o umiejętność zatrzymywania obiadu w organizmie, ale przede wszystkim o umiejętność opanowania blisko 600-konnej elektrycznej maszyny, która waży ponad 2300 kilogramów i na zakrętach niechętnie poddaje się woli kierowcy. To nie jest mój pierwszy raz i naprawdę, za nic nie chciałbym tego robić codziennie, ale od czasu do czasu – potrzymajcie mi soczek!

Audi Driving Experience Center. Nie tylko dla przedstawicieli handlowych
Na tym obiekcie szkolą się nie tylko kierowcy wyścigowi, ale również… przedstawiciele handlowi, którzy pokonują tysiące kilometrów miesięcznie i dobrze by było, aby posiedli jakieś umiejętności za kierownicą. A uwierzcie mi, wielu „doświadczonych” kierowców z wieloletnim stażem za kierownicą, nie ma bladego pojęcia o tym, jak prowadzi się współczesne auto. Nie wiedziałoby, jak zachować się w awaryjnych sytuacjach, jak wyprowadzić auto z poślizgu lub jak do niego nie doprowadzić. Ba! Czasami z samą teorią jest kiepsko, bo gdy statystyczny Marian z wąsem po pytaniu, czy hamując awaryjnie i próbując ominąć przeszkodę, puścisz hamulec, odpowiada, że naturalnie, mnie kończą się argumenty i pytania. Takich motoryzacyjnych leśnych dziadków jest mnóstwo.
Nie, nie twierdzę, że pozjadałem wszystkie rozumy i jestem idealnym kierowcą. Nic z tych rzeczy. Ciągle się uczę, ale staram się uczyć dobrych nawyków, doskonalić technikę jazdy i korzystać z porad prawdziwych specjalistów, a nie tych, którzy swoje ostatnie 15 lat za kółkiem spędzili za kierownicą Passerati w podróży między domem a kościołem i pewnie nigdy nie wcisnęli pedału hamulca do oporu. Właśnie – pedału hamulca. Nie sztuką jest jechać szybko po prostej – to potrafi średnio rozgarnięta małpa. Ale sztuką jest opanować auto na zakręcie, w poślizgu nad- i podsterownym, a przede wszystkim wyhamować auto nie uderzając w przeszkodę. Zatem szkolcie się kierowcy! Gdzie się da i jak się da pod warunkiem, że pod okiem doświadczonych instruktorów.

Dlatego też zawsze, gdy mam okazję udać się na tor, niekoniecznie wyścigowy, ale w tle jest szkolenie z bezpiecznej jazdy, zapisuję się w ciemno nawet wtedy, gdy „teoretycznie” wszystko już wiem i widziałem. Dlatego też okazję przejechania się Audi RS e-tron GT na torze ośrodka Audi Driving Experience przyjąłem z ogromną radością.
Elektryczne (nie do końca) Gran Turismo?
Samochód typu Gran Turismo to w zasadzie luksusowe i bardzo szybkie coupe do dalekich podróży. W przypadku Audi RS e-tron GT kilka składników mamy. Co prawda nie jest to coupe, ale taką ma linię, a z tyłu nie zmieści się więcej niż dwie średniego wzrostu osoby. Poza tym jest bardzo luksusowe i piekielnie szybkie, bowiem do dyspozycji kierowcy jest 598 KM oraz 830 Nm momentu obrotowego, a w trybie Boost (np. w trybie Launch Control lub chwilowo po wciśnięciu pedału gazu do oporu) do dyspozycji jest blisko 650 KM. Tak, to robi wrażenie, podobnie jak osiągi. Prędkość maksymalna to 250 km/h, za przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 3,3 sekundy, ale ja, na lekko wilgotnej nawierzchni i z kolegą na pokładzie, robiłem raz za razem równe 3 sekundy! Znaczy się trzy razy, bo potem wysiadłem i miałem dość. Tak, ten nieszczęsny obiad.
Autem już jakiś czas temu pokonałem blisko 1000 kilometrów w kilkudniowym teście, więc nie było ono dla mnie niespodzianką. Pewną niespodzianką była za to możliwość spróbowania jego możliwości na torze i na tym się tutaj skupię. A uwierzcie, to, co potrafi RS e-tron GT ma się nijak do parametrów dotyczących wagi. Tak, to auto waży ponad 2300 kilogramów, co jest wartością wręcz absurdalną, ale spójrzcie, jak to auto jest niskie! Ma niespełna 1,4 metra wysokości, więc przeciętny 10-latek jest wyższy. Do tego to auto elektryczne z baterią o pojemności 93,4 kWh brutto, którą ułożono bardzo nisko, a to oznacza niski środek ciężkości. To z kolei, wraz z oponami o niebotycznej szerokości i bardzo zaawansowanym zawieszenie, oznacza fantastyczne właściwości jezdne. I takie są w istocie.

Na początku mieliśmy szkolenie z opanowania nadsterowności na mokrej nawierzchni, pokonywania slalomu itp. Opanowanie nadsterowności w tym aucie to trochę loteria, bowiem gdy ta masa zostanie rzucona w zakręcie, jej opanowanie jest dość trudne. Nawet instruktor miał z tym problemy, a mnie udawało się raz na 2-3 razy. Cóż, uczono mnie, jak nie wprowadzać auta w poślizg i tego się trzymałem.
Na torze jak baletnica po porządnym burgerze?
Audi RS e-tron GT jest zwinne, zwrotne, trzyma się zakrętów jak wściekłe i ma ogromny, bezwstydny wręcz apetyt na opony. Po kilkunastu sesjach ogumienie miało konsystencję plasteliny i auto trochę pływało na zakrętach, ale dało się to wyczuć i opanować. Nie jeździliśmy na czas więc nie mam porównania, ale gdy na krótkiej prostej (a raczej długim łuku z wyrzucającym szczytem), dosłownie po kilku sekundach po wyjechaniu z zakrętu, prędkościomierz wskazywał 160-170 km/h, a przed oczami wyłaniał się lewy nawrót, wtedy całą swoją nadzieję pokładałem w ceramicznym układzie hamulcowym. Działał na tyle dobrze, że po wyjściu z auta bolała mnie szyja i lewy obojczyk od pasa bezpieczeństwa. Coś pięknego.

Oczywiście to nie jest auto, które powinno być katowane na torze, bo od takich zadań są inne modele w gamie Audi n. RS3, RS5 itp. Mimo to taka sesja na torze pokazuje, że to nie auta ulepione z gliny i patyczków po lodach. Są mocne, twarde, wytrzymałe i niezwykle dopracowane. To również pokazuje, że umiejętności za kierownicą nie biorą się tylko z beznamiętnego pokonywania kolejnych kilometrów. Taka sesja treningowa ze szkoleniem jest więcej warta, niż 50 000 pokonanych kilometrów bez żadnego wyzwania, losowej sytuacji itp. O wiele lepiej wszystko trenować na torze i wiedzieć, jak zachować się w jednej sytuacji, niż przejechać setki tysięcy kilometrów i nie wynieść z tego żadnej lekcji. Bo gdy przytrafi się nawet zwykły poślizg na mokrej nawierzchni, lepiej posiadać instynktowne umiejętności, bo na zastanawianie się nie ma czasu.
Podsumowanie
Duży ośrodek treningowy i blisko 600-konny elektryk. To dość ekstremalne połączenie. Wiem, że na pierwszy trening dla większości kierowców takie auto to za dużo. Nawet ja wolałbym doskonalić umiejętności w czymś słabszym, bowiem na co dzień nie jeżdżę takim potworem, ale skoro udało mi się go ujarzmić, ze słabszymi też nie powinienem mieć problemów. Oczywiście Audi Driving Experience Center jest „raczej” nie po drodze, ale polecam inne ośrodki w Polsce. A auto samo w sobie jest majstersztykiem i pokazem, co potrafi Audi oraz Porsche, bo e-tron jest technicznie spowinowacony z Taycanem. Oba są po prostu fantastyczne!