TEST: Jeep Avenger po liftingu. Nowa wersja 4xe udowadnia, że mały SUV potrafi wiele
Najmniejszy model w gamie amerykańskiej marki przeszedł właśnie mały-duży lifting. Jeep nie zdecydował się na rewolucyjne zmiany. Wprowadzone modyfikacje eliminują natomiast największe bolączki poprzednika, i właśnie to jest największą zaletą miejskiego crossovera. Wybrałem się w malownicze okolice Frankfurtu i Wiesbaden na pierwsze jazdy testowe nowym Jeepem Avengerem – w tym jego nową, bojowo nastawioną odmianą 4xe oraz limitowaną wersją rocznicową – by sprawdzić, czy drobne poprawki wystarczą, aby obronić pozycję rynkowego bestsellera.
Miejski crossover Jeep Avenger, zbudowany na platformie koncernu Stellantis, okazał się dla amerykańskiej marki niezwykle dochodowym modelem. Od jego rynkowego debiutu w 2023 roku ten mierzący niewiele ponad 4 metry samochód znalazł już ponad 270 tysięcy nabywców. Dla nas sukces Avengera ma ponadto szczególny wymiar, ponieważ model ten zjeżdża z linii produkcyjnych polskiego zakładu Stellantis w Tychach, gdzie dzieli taśmę montażową ze swoimi technologicznymi bliźniakami – Fiatem 600 i Alfą Romeo Junior.
Trzy lata rynkowej obecności oznacza świetny czas na wprowadzenie drobnych poprawek – tym bardziej, że zbiegają się one w czasie z 85. rocznicą powstania legendarnego Willysa, czyli osobowo-terenowego modelu z okresu II wojny światowej. Z tego powodu Amerykanie przygotowali także specjalną, limitowaną edycję 85th Anniversary z unikalnymi detalami, którym również mogłem się przyjrzeć z bliska podczas jazd testowych.
Stylistyka Avengera po liftingu – subtelne detale zamiast rewolucji
Pod kątem designu trudno mówić o absolutnej rewolucji, ponieważ sylwetka najmniejszego Jeepa w gamie nadal urzeka swoimi zwartymi i kanciastymi proporcjami, krótkimi zwisami i solidnym prześwitem liczącym 200 mm. Zmiany zauważymy natomiast w drobnych detalach, które dodają Avengerowi sporo charakteru. Amerykanie zmodyfikowali pas przedni oraz tylny, montując nowe zderzaki oraz atrapę chłodnicy. Tradycyjne 7 szczelin grilla zyskało subtelne, podświetlene paski w górnych sekcjach każdego z żeber. Na liście wyposażenia bogatszych wersji znalazły się nowoczesne reflektory matrycowe Matrix LED, które znacznie poprawiają bezpieczeństwo po zmroku.

Paleta lakierów została uzupełniona o dwa nowe, wyraziste kolory: jaskrawą zieleń Bamboo oraz głęboki, ciemno-zielony Forest. Całość uzupełniają nowe wzory felg aluminiowych oraz logotypy marki wykończone w eleganckiej, ciemnoszarej tonacji. Te kilka pociągnięć pędzlem w zupełności wystarczyło, by Avenger nadal pozostał jednym z najbardziej stylowych graczy w swoim segmencie.

Wnętrze Jeepa Avengera zyskuje na szlachetności
Większych zmian możemy natomiast doszukać się w kabinie Avengera po liftingu. Prawdziwą ulgę poczują Ci kierowcy, którzy dotychczas narzekali na wszechobecne, twarde tworzywa sztuczne w pierwszej odsłonie auta. Kabina Avengera przeszła bardzo potrzebną i wyczekiwaną metamorfozę jakościową. Przed pasażerem pierwszego rzędu znajdziemy teraz miękkie poszycie z ekologicznej skóry ozdobione jasną, kontrastującą nicią. Podobny, przyjemniejszy w dotyku materiał oraz miękka tkanina trafiły na boczki drzwiowe, co daje już wrażenie posiadania auta z klasy wyższej.

Do aranżacji kokpitu dodano charakterystyczne czerwone pokrętło wyboru trybów jazdy Selec-Terrain – czyli rozwiązane znane nam już z większego Compassa, które idealnie pasuje do rekreacyjno-outdoorowego stylu wnętrza. Listę opcji uzupełniły także nowe wzory tapicerek. Zmiany poliftingowe objęły również technologię. System multimedialny z ekranem o przekątnej 10,25 cala otrzymał wsparcie sztucznej inteligencji w postaci asystenta głosowego zintegrowanego z ChatemGPT. Z kolei kierowcy odmiany elektrycznej docenią w codziennym użytku nową funkcję planowania tras z uwzględnieniem znajdujących się po drodze ładowarek, czyli EV Routing.
Przegląd napędów Jeepa Avengera
Pod maską także rewolucji się nie doszukamy, choć Amerykanie zdecydowali się na istotne usprawnienia funkcjonalne. Standardowo do dyspozycji mamy klasyczny wariant benzynowy, miękką hybrydę z instalacją 48V oraz pełnego elektryka BEV. Trzonem oferty pozostaje sprawdzona, 3-cylindrowa jednostka benzynowa 1.2 Turbo o mocy 100 KM, połączona z 6-biegową skrzynią manualną i napędem na przód. Średnie zużycie paliwa w cyklu mieszanym wynosi w tym przypadku 5,5-5,9 l/100 km.

Alternatywę dla osób poszukujących nieco więcej oszczędności stanowi 110-konna miękka hybryda E-Hybrid współpracująca z dwusprzęgłowym automatem z 6 przełożeniami. Wariant ten spala średnio 4,9-5 l/100 km w cyklu mieszanym.
Dla koneserów elektromobilności dedykowana jest wersja BEV o mocy 156 KM, oferująca do 400 km zasięgu EV na jednym ładowaniu, która zyskała teraz niezwykle przydatną do outdoorowego wykorzystania technologię V2L (Vehicle-to-Load). Pozwala ona zasilać zewnętrzne urządzenia elektryczne, takie jak czajnik czy lodówka turystyczna, bezpośrednio z akumulatora trakcyjnego auta. Elektryk potrzebuje średnio 15,5-16 kWh/100 km energii.
Podstawowa specyfikacja została teraz fabrycznie doposażona w asystenta zjazdu z uniesienia (Hill Descent Control) oraz system Selec-Terrain. Listę wyposażenia opcjonalnego uzupełnił natomiast system kamer 360 stopni.
Nowe, ekscytujące 4xe
Wisienką na torcie jest jednak wyczekiwany wariant 4xe o łącznej mocy systemowej 145 KM. Wykorzystuje on technologię hybrydową opartą na instalacji 48V, sześciobiegowy automat e-DCT oraz dodatkowy silnik elektryczny o mocy 28 KM zamontowany przy tylnej osi, co w praktyce pozwala na realizację napędu na wszystkie cztery koła. Średnie spalanie hybrydy wynosi według deklaracji producenta 5,4 l/100 km.

Z zewnątrz bez trudu rozpoznamy wariant 4xe po praktycznych relingach dachowych, matowej naklejce na masce silnika, dedykowanych felgach, przeprojektowanych zderzakach z nowym grillem oraz solidnych, metalowych osłonach podwozia. Wewnątrz znalazły się fotele pokryte łatwą w czyszczeniu i odporną na codzienne zabrudzenia tapicerką, unikalne wykończenie boczków drzwiowych oraz dekor deski rozdzielczej przedstawiający mapę topograficzną z wyraźnie zaznaczonym szczytem o wysokości 1941 m – jest to nawiązanie do daty powstania marki Jeep.
Wersja 4xe przynosi także lepsze i niespotykane w klasie miejskich crossoverów właściwości jezdne. Prześwit zwiększono do 210 mm, kąt natarcia wynosi 22 stopnie, rampowy 21 stopni, a zejścia 35 stopni. Głębokość brodzenia wzrosła z 230 mm aż do 400 mm. Tylna oś otrzymała niezależne zawieszenie wielowahaczowe, które zastąpiło dotychczasową, standardową belkę skrętną.
Rocznicowa wersja 85th Anniversary
Dla kierowców poszukujących unikalnego, limitowanego stylu przygotowano wspomnianą już wersję 85th Anniversary. Z zewnątrz poznamy ją po dedykowanych, bocznych emblematach z liczbą 85, specjalnych 18-calowych felgach, złotych akcentach na przednim zderzaku oraz oryginalnymi grafikami na masce. Złoto towarzyszy nam także w kabinie, szczególnie w postaci przeszyć na desce rozdzielczej oraz boczkach drzwiowych, ale również na unikalnej tapicerce z wyhaftowanym symbolem rocznicy.
Pierwsza jazda Jeepem Avengerem – asfaltowy kompromis i błotne szaleństwo
Podczas jazd testowych w pierwszej kolejności sprawdziłem przednionapędową wersję 1.2 Hybrid. Samochód prowadzi się bardzo przewidywalnie i neutralnie, choć jego zawieszenie pozostaje dość sztywne jak na auto miejskie, przez co pokonywanie licznych i szybkich zakrętów nie będzie naszą ulubioną dyscypliną.
Więcej radości miałem natomiast po przesiadce do wersji 4xe na specjalnie przygotowanym przez instruktorów Jeepa torze off-road. Samochód wyposażono w terenowe opony All-Terrain, które przy tak niewielkim Avengerze wyglądają dość osobliwie i uroczo, ale dają niesamowitą pewność poza utwardzonymi drogami. Na asfalcie ogumienie to nie generuje przesadnego hałasu, choć warto uczciwie przyznać, że wygłuszenie kabiny Avengera przy wyższych prędkościach nie należy do topowych.

Oczywiście, zdecydowana większość kierowców Jeepa Avengera będzie poruszać się nim na miejskich drogach a nie pokonując głębokie błoto z okazjonalnymi wyskokami na wybojach. Jednak sama świadomość posiadania tak sprawnie działającego napędu na cztery koła potrafi poprawić humor niejednemu kierowcy.
Wersje wyposażenia i rynkowe realia
Odmiana 4xe opiera się na dwóch wariantach wyposażenia – Upland, bazującym na specyfikacji Altitude oraz flagowym, kompletnie wyposażonym Overland. Kierowcy mogą dodatkowo doposażyć auto w szklany, otwierany dach panoramiczny, bezdotykowo sterowaną pokrywę bagażnika oraz pompę ciepła, która istotnie wpływa na efektywność energetyczną elektryka i jego zasięg EV w mroźnych temperaturach.
Oczywiście, mogliśmy się spodziewać, że za Jeepa Avengera będziemy musieli “nieco” więcej zapłacić. Bogato skonfigurowany Avenger kosztuje w praktyce tyle, co większe modele kompaktowe. Dodając do tego niezwykle agresywną ofensywę marek z Chin, kluczem do sukcesu dla tego modelu będą atrakcyjne rabaty dla dealerów. A z nimi już teraz możemy się spotkać dzięki polskiej promocji dla aut z rocznika 2026.
Ceny Jeepa Avengera 2026 prezentują się następująco:
| Typ napędu | Silnik i moc | LONGITUDE | ALTITUDE | SUMMIT | UPLAND | OVERLAND | 85th ANNIVERSARY |
| Benzynowy | 1.2 Turbo 100 KM MT FWD | 113 150 zł | 122 500 zł | 131 850 zł | – | – | 129 300 zł |
| e-Hybrid (MHEV) | 1.2 Hybrid 110 KM AT FWD | 123 100 zł | 132 450 zł | 141 800 zł | – | – | 139 250 zł |
| Hybrydowy 4xe | 1.2 Hybrid 4xe 145 KM AT eAWD | – | – | – | 146 400 zł | 155 750 zł | 153 200 zł |
| Elektryk BEV | Elektryczny 156 KM FWD | 169 900 zł | 179 900 zł | 189 900 zł | – | – | 186 700 zł |
Głównym przeciwnikiem Jeepa Avengera pozostaje bardzo popularna na polskim rynku Toyota Yaris Cross. Japoński Crossover w 116-konnej wersji hybrydowej Active kosztuje 110 900 zł, natomiast za mocniejszy wariant 130 KM Comfort z napędem AWD-i zapłacimy już 128 900 zł. Cennik zamyka flagowa odmiana Executive z ceną 148 900 zł. Toyota na tle Jeepa broni się legendą bezawaryjności i bardzo oszczędnym napędem hybrydowym, choć stylistycznie i pod kątem właściwości terenowych wypada na te Avengera dość blado.
Tańszą alternatywę stanowi natomiast chińskie Chery Tiggo 4. SUV z napędem hybrydowym HEV o mocy 163 KM kosztuje zaledwie 98 200 w bazowej wersji Essential i 107 900 zł w topowej odmianie Prestige. Standardowo jak na chiński model przystało, Tiggo 4 kusi przede wszystkim bogatym wyposażeniem w bazie i długą gwarancją wynoszącą 7 lat lub do przebiegu 150 000 km. Dodatkowo samo spalanie jest wyjątkowo niskie. Pamiętajmy jednak, że Tiggo 4 nie jest dostępne w wersji AWD i absolutnie nie nada się do bardziej wymagających, pozaasfaltowych tras.
Co ciekawe, jeszcze korzystniej pod kątem finansowym wypada Fiat 600, z którym Avenger jest spokrewniony konstrukcyjnie. Bazowa wersja Pop z silnikiem 1.2 Turbo o mocy 100 KM i 6-biegowym manualem kosztuje 92 400 zł, aż po flagową odmianę La Prima w cenie 122 900 zł. Analogicznie jak w przypadku Chery, nie znajdziemy tu napędu AWD, jak i również matrycowych reflektorów.
Podsumowanie
Jeep Avenger jest doskonałym przykładem na to, że nie potrzeba istnej rewolucji i zmian w absolutnie każdym obszarze auta, by zmienić jego charakter. Amerykanie za pomocą jedynie subtelnych szlifów oraz wyczekiwanej poprawy materiałów w kabinie pokazali, że wystarczy naprawdę niewiele, aby tchnąć w swój projekt nieco więcej życia i nowej energii. Avenger niezmiennie pozostaje przy tym jednym z najbardziej wyrazistych graczy w swoim segmencie B-SUV, a w flagowej wersji 4xe wypada fenomenalnie na tle konkurencji poza utwardzonymi drogami. Pokazuje tym samym, że jego bojowy, off-roadowy charakter to nie tylko marketing i zestaw nakładek, ale przede wszystkim realna technika projektowa. W praktyce jego najpoważniejszą wadą pozostaje wysoka cena. Najwyraźniej za tak unikalny styl, charakter i wszechstronność obecnie musimy już sporo zapłacić – ale Ci kierowcy, którzy się na niego zdecydują, z pewnością nie będą zawiedzeni.