POLSKA PREMIERA: Ford Bronco. Jest jeszcze nadzieja dla motoryzacji!
Ford Bronco oferuje wiele na rynku amerykańskim, w Polsce musimy zadowolić się jednym silnikiem i dwoma wersjami wyposażenia. Mimo to, warto!
Każdy ma takiego znajomego, który szasta pieniędzmi, chodzi do drogich klubów, restauracji, ale jak go zaprosicie na imprezę, to przyniesie małą paczkę roślinnych kabanosów z promocji. Można tak powiedzieć o Fordzie, który na rynku w USA ma opasłą ofertę najróżniejszych aut, w licznych wersjach i wariacjach, również z mocnymi silnikami V8, a Europie serwuje jedną wersję silnikową i dwie wersje wyposażenia… Ale lepsze to niż nic! Byłem na polskiej premierze Forda Bronco i strasznie się polubiłem z tym chytrusem!

Ja wiem, że Ford ma dobre chęci i nie mam do niego pretensji. To tak, jak zaprosić kogoś, kto uwielbia mięso, steki, pizzę, hamburgery, ale musi przyjść na wegańską imprezę… No co ma zrobić? Tak jest też z Fordem, który i tak wykazuje się niezłą odwagą i odpornością na europejskie standardy oraz normy i po fantastycznym Rangerze Raptorze z silnikiem V6 prezentuje model Bronco, pod maską którego również pojawi się niepopularna na Starym Kontynencie jednostka V6. Owszem, sprzedaż będzie limitowana (nie wiemy jeszcze jak bardzo), a ceny są dość zaporowe, ale mam nadzieję, że takie niespodzianki będą u nas prezentowane jak najdłużej!
Ford Bronco. Tak brzydki, że aż fajny!
Historia Forda Bronco kojarzy się głównie z dość kanciastymi modelami w dwudrzwiowej konfiguracji (plus klapa bagażnika otwierana na bok). Najnowsza wersja jest już bardziej cywilizowana, ale wizualnie mocno nawiązuje do poprzedników. Co ciekawe, nie tego ostatniego, ale tych pierwszych, w których stosowano charakterystyczne okrągłe światła. Pierwsze skojarzenia? Jeep Wrangler oraz Land Rover Defender. Oba modele mają podobny charakter – nawiązują do historii, nie poddają się w pełni nowoczesnej modzie itp. Przód Bronco wyróżnia się szerokim grillem z nazwą modelu zamiast logo producenta. Również interesujące są okrągłe reflektory LED z poprzeczką, która koresponduje z napisem „BRONCO”. Wszystko wydaje się nowoczesne, ale z klasą i klimatem retro. Cała karoseria ma prosty, niemal ciosany kształt, niewiele przetłoczeń i minimum finezji. Z boku mamy minimalistyczne nadkola bez żadnych udziwnień i proste nakładki poszerzające. Jak już wspomniałem, minimalizm w czystej formie ze szczyptą stylu retro. To wygląda fantastycznie!


Przejdźmy tu tyłu, gdzie znajdziemy klasyczną, dzieloną klapę. Górna część otwiera się do góry, a dolna część z opcjonalnym kołem zapasowym otwiera się na prawą stronę. Podobnie jak w przypadku Jeepa Wranglera, również tutaj mamy modułowość nadwozia. Możemy usunąć drzwi i dach, aby stworzyć coś na wzór auta plażowego, możemy również dodać relingi dachowe, bagażniki i inne akcesoria, aby dostosować auto do naszych preferencji lub potrzeb. Wyprawa w teren z opcją noclegu? Żaden problem! Po prostu zakładamy bagażnik, a nawet opcjonalny namiot dachowy i jesteśmy niezależni. Bardzo podoba mi się ten pomysł i mam nadzieję, że nie tylko Ford i Jeep będą go promować. Co prawda oferta dodatków i gadżetów w Europie jest ograniczona i brakuje np. opcjonalnych drzwi z ażurową konstrukcją, ale co za problem je sprowadzić? Kto wie, może powstanie rynek zamienników? Ta perspektywa bardzo mi się podoba!
Co pod maską „polskiego” Forda Bronco?
Marzy mi się wielka V8-ka, ale cóż, jest V6 i przyznam, że i tak nie jest źle! Do napędu Forda Bronco na rynku europejskim posłuży jednostka benzynowa 2.7 V6 bi-turbo o mocy 335 KM i momencie obrotowym 563 Nm. Jest to więc dość zacny napęd, bez półśrodków w postaci hybryd, baterii itp. Napęd kierowany jest na wszystkie koła za pośrednictwem 10-biegowej przekładni. Tej samej, którą mamy m.in. w Mustangu. Co do samego napędu, do wyboru są dwie wersje w zależności od wariantu wyposażenia. Otóż w skromniejszej i mniej radykalnej wersji Outer Banks mamy napęd na 4 koła dołączany ręcznie z możliwością blokady przedniego i tylnego wału napędowego. W wersji Badlands z kolei również mamy napęd na cztery koła, ale tutaj wszystko odbywa się automatycznie. System przenosi moment obrotowy na przód w zależności od potrzeb poprzez układ sprzęgła. O ile w wersji Outer Banks trybu na cztery koła nie należy załączać na suchych drogach (tak zaleca producent), tak w bardziej zaawansowanym systemie napędu na cztery koła nie ma co do tego przeszkód. Jeszcze jakieś różnice? Owszem i to znaczne.
Różnice są w zawieszeniu. W wersji skromniejszej jest to układ zawieszenia HOSS 1.0 (High-Performance Off-Road Stability Suspension) z oponami w rozmiarze 32 cali, że standardowymi amortyzatorami i skokiem 200/215 mm (przód tył). W wersji Badlands mamy zawieszenie HOSS 2.0 z oponami 33-calowymi, amortyzatorami Bilstein z dodatkowym zbiornikiem oleju, funkcją odłączania przedniego stabilizatora i skokiem odpowiednio 240/261 mm przód/tył. Na uwagę zasługują również tryby jazdy o nazwie G.O.A.T z możliwością aktywacji kamer 360 stopni, załączania trybu 4x4 z blokowaniem mechanizmów itp. W wersji Outer Banks mamy m.in. tryb Sport, ale to w wersji Badlands dostaniemy najciekawsze tryby tj. Rock Crawl oraz Baja. O tym jak to wszystko działa napiszemy szerzej podczas pełnego testu, a ten szykuje się na przełom maja i czerwca!

Na koniec jeszcze o tym, co jest najistotniejsze w tego typu autach – prześwity, kąty itp. W odmianie Badlands prześwit to od 221 do 261 mm, głębokość brodzenia w wodzie to aż 800 mm, a kąty natarcia, zejścia i rampowy to odpowiednio 41, 33 i 24 stopnie.
Ford Bronco - cena. Ile to wszystko kosztuje i czemu tak drogo?


Powody są dwa. Tanio to już było i „bo tak”. A tak naprawdę, auto w USA kosztuje nieco ponad połowę tej ceny, ale trzeba brać pod uwagę jeszcze koszt transportu, cła, adaptacji na warunki europejskie i wiele innych rzeczy, które kosztują. Tutaj dostajemy auto już dostosowane, z gwarancją, homologacją i podstawione niemal pod dom. O jakich pieniądzach mówimy? Tańsza odmiana Outer Banks zaczyna się od ceny 419 300 złotych, natomiast droższa Badlands kosztuje 440 300 złotych. Cóż, tanio nie jest, ale otoczka wokół tego auta i sam fakt, że edycja na Europę jest mocno ograniczona sprawi, że klientów raczej nie powinno zabraknąć. Poza tym na początku będzie edycja limitowana… edycji limitowanej o nazwie First Edition. Nie wiemy co będzie w sobie miała, ale zapewne sam fakt, że powstanie 10, 15 czy 25 sztuk doda smaczku i podkręci apetyt kupujących. Dla porównania, Land Rover Defender 110 z silnikiem benzynowym 3.0 i6 o mocy 400 KM kosztuje co najmniej 432 500 złotych.


Ford Bronco. Podsumowanie
Mam spory szacunek do Forda, że w dobie chorobliwej pogoni za elektryfikacją i stawianiem wszystkiego na jedną kartę, wciąż ma możliwość, odwagę i chęć oferowania czegoś tak odklejonego od obecnej rzeczywistości. Samochód prezentuje się świetnie i na pewno spodoba się tym, którzy wiedzą o co w tym wszystkim chodzi. Jest drogo, ale podejrzewam, że chętnych nie zabraknie. Z niecierpliwością czekam na pierwsze jazdy testowe jeszcze przed wakacjami!